wtorek, 18 grudnia 2007

wwa

warszawa do 7.stycznia ( z małymi przerwami)

kom jak dawniej

czwartek, 13 grudnia 2007

prawie

juz prawie wszystko jest

-oddane
-wypracowane
-skonczone

zostaja jeszcze 2 wyklady 1 cwiczenia
pokoj do sprzatniecia
walizka do spakowania
lista rzeczy do sprawdzenia
bilet do wydrukowania
oprocz tego wszystko juz prawie jest ok

tylko ze mnie dzis w warszawie nie ma.

poniedziałek, 10 grudnia 2007

kartka z listopada ciągle nie doszła

ś.p. Mamusia Michała +
13 grudnia
godzina 13
kosciol Najswietszego Zbawiciela w Warszawie

dużo i intensywnie

poniedziałek tygodnia 12.

wszystkie koszmarne eseje z mojej strony oddane.
ostatnia lektura na ang przeczytana
jeszcze tylko jedne cwiczenia z fil do przygotowania na jutro.
no i wyklady tylko.
tony papierów i ksiazek do przesegregowania, skserowania, zaznaczenia,wybrania i zabrania.

i ba! christmas shopping!

ostatnia szansa na jakies zamowienia.

a za tydzien juz Stolica!!!


w aberdeen pada. mżawka,deszcz z prawej storny, deszcz z lewej strony, deszcz przenikliwy i zimny, deszcz przemaczajacy nawet martnesy, deszcz prosto w twarz i deszcz w plecy.
snieg widizano przez minutę. ale został zmocznony przez deszcz.

moze wypadaloby jakis bilnasik , podsumowanie, refleksje?
- w pracy udalo mi sie zebrac przez telefon ponad 2tys funtow.

- jzu wiem z ktorymi osobami sie nie zadawac i w jakich rzedach nie siadac na wykladach
- tysiace wyprodukowanych slow i przecyztancyh stron powinny zapewne swiadczyc o jakims rozwoju glebszej mysli i bardziej przenikliwego spojrzenia. lecz czy aby na pewno....

jedna bliska osoba podsumowala : zycie sobie jakims scierwem upychasz.
jak i czy bardzo prawdziwe nie udowodnie.


tygodnie i dni jak wiadomo raz lepiej raz gorzej.

wtorek, 4 grudnia 2007

St andrew's day c.d


alastair, ja miriam i policzek nie szkocki.
czyli juz gojące się tarcie rowerowe.

yo

w lustro patrzę
i co?
i nic specjalnego.

poniedziałek, 3 grudnia 2007

St andrew's day



ekipa debatowa

miody

na wstepie chcialabym podziekowac ekipie muzeum za zaproszenie na impreze miodowa, jak juz jednak poinformowalam kol. w zaproszenie dostalam w czwartek po poludniu i trudno bylo tak hop siup wszystko zmieniac.
zeby chociaz na odleglosc towarzyszyc ekpie kupilam buteleczke miodu ( wiadomo nie to samo co w kraju: )) ) i mam nowe danie ktore polecam:

- twarozek lub jogurt naturalny
-ziarenka slonecznika
-miod
-banan ( ew moze jablko)

ilosci poszczegolnych skladnikow wg uznania
wszytsko mieszamy w miseczce i palaszujemy na sniadanie
idealnia pasuje ze szklanka soku pomaranczowego


2. Licznik
-wyplata otrzymana ,godziwa choc jeszcze nie tyle zeby sie utrzymac przez miesiac.
starczyloby na akademik i ew bilet miesieczny
-1esej do napisania- PT
-3 testy z fr -PON, SR, CZW
-policzek juz prawie calkowicie zagojony, kolano mniej ale chociaz juz robi sie porzadny strupek
-koniecznie musze isc do pralni, ale wczoraj dokupilam iles par grubych skarepetek to moze jeszcze chwilowo mnie uchroni..



w pt bylam na st andrew's day w edynburgu
miasta nie bylo zbytnio czasu zwedizac, tylko wieczorkiem przed odjazdem ciut pochodzilismy, ale musze koniecznie wrocic na jakis weekend wiosenny na spokojnie.

choinka na kampusie z lampkami juz stoi
u nas w domu tez wisza takie dzwonki swiateczne w korytarzu - ich kolor i blask przebija sie nawet przez pranie ktore takze w tym samym korytarzu wisi.brakuje tylko przechadzajacego sie psa i bedzie karawana cyganska.

teraz czas nastal na rytualne poniedzialkowe zakupy w lidlu... ;)

wtorek, 27 listopada 2007

mama i inne źródła magnezu

dziś w ramach doświadczeń badałam działanie tarcia na dżinsy, policzek, kolano.

doświadczenia zostało wykonane w pozycji nagle horyzontalnej, zwanej inaczej pozycją post rowerową

wyniki:

kolano sie zdziera
policzek tez i piecze bardziej niz kolano
dzinsy tez ( ale teraz sa takie w modzie nawet)

źródła niedokładności wyników i rzeczy to poprawy w kolejny doświadczeniu:

-nie zakładać nowych dżinsów gapa
-ucierpiały też ręce, czego nie było w założeniu badania
-następlnym razem wykonac doswiadcznie nie na głownej ulicy miasta i nie na śliskim brudnym chodniku.


może dżinsy uda się nowe kupić jutro... choć obawiam sie że była to ostatnia para z przeceny.
gębę mam z reklamy bo zupa była za słona.akurat na czas, bo w piątek jadę do edynburga na debatę. kolano też raczej wyklucza moją jedyną elegancką kreację jaką przewidywałam.



wczoraj dzwoniłam do usa.
o tym wiecej poznije.
kolejna zmiana w sr.
3.30 w domu
8am alarm przeciwpożarowy wywalił cały nasz akademik na dwór
nie wiadomo dlaczego.


dziwnie nie równy dzień
obiad ( kaszkamanna jest rewelacyjna) drzemka
teraz debaty i chyba znow kima


w czw bedzie trudniej wstac.
tyg nadal intensywne.
został 1 esej jeszcze i pierdoły z fr.

wyplata 30
zrobilam liste prezentow.
w sklepach juz szal trzeba zaczac uderzac:))))))

juz mniej wieje:))))
sniegu na razie brak:)))

glowka tylko ciut boli.

pokoj numer 5 ( CZY 3) IH UW zmienia funkcje na przytulek dla chorych i strapionych.
przynajmniej dla glupich jak ja.

niedziela, 25 listopada 2007

it's my day today

dzis zimnooo i baaardzo slodko..


dzisiejszy program zywieniowy:

sniadanie ( w miare zdrowe)
goraca czekolada ( czytaj kakao)
melon
jogurt
paczka oreo's---sa juz w UK!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
obiad u ewci i basi - co bedzie jeszcze nie wiem, zaraz jade
prawdziwa goraca czekoloada wedla
ciasto czekoladowe
......
:)))

it's my day today!!!!!

w mieszkanku dostalam male bardzo fajne prezenciki i bedziemy cos swietowac cos razem z ansza xmas dinner, planowana na 9.12 ( wtedy zrobie dobre ciasto, czy jakis tort kupie)

dieta?
you're joking!
po swietach :)))))))

robi sie zimno, tak baaardzo wietrznie....w pokoju tez mam bardzo ekologiczny system wentylacji:))


czekam na poczteeeee i przedluzam swietowanie do przyszlej niedzieli, bo wtedy tezjetsem zaproszona na jkis super obiadek do naszych znajomych. a w pt ten caly edynburg (nadal nie dostalam dress code)
oktawa dobra rzecz:)

rower nadal bez detki ale i tka juz jest za zimno na cokolwiek....

idaaa swietaaaa:)))
jeszcze tydz i uderzam z koledami :))))))


it's MY day today
:)

czwartek, 22 listopada 2007

pfff

czwartek.


bilans tygodnia:

-eseje : filozofia + ang jeszcze nie napisane.deadline poniedziałek. postaram się jutro i w sb. wczraj i dziś wieczorem już nieee mogłam. poza tym jeszcze jeden esej z fr. i jakiś chyba test ze słuchy czy inne pierdoły.

-pierwsza runda Mace ( debaty) ( śr): była. dalszych nie będzie. przynajmniej dla mojej drużyny.
bardzo dobrze.

-w przyszly pt: edynburg , i jakas wielka posh fancy formal debata z okazji st andrews day.
jade i mamy oglądać. jest ponoć jakis koszmarny dress code i czekają mnie zakupy Forma-lnie wyglądajacych rzeczy.


-jest końcówka tyg 9.

odliczanie jest w formie zaliczania punktów kluczowych:
26.11->2 eseje
30.11-> wyplata.+ edynburg
5.12->fr
cos z fr

i spokój. czas na lekturę. i przerwę od gier motywujących. pracujący studenci powinni mieć znizkę na dobrą muzykę. to ratuje w drodze do i z wielkich korporacji.


w tym tygodniu oprócz badziwiastych setek słów udało mi się:

odbyć kilka ciekawych rozmów. Dziękuje za mejle i gmail i skype.
posłuchać i sluchac dobrej muzyki.

aha i rzeczy sie skurczyly z ostatniego prania...

jest 2217. moze wczesnie. moze powinnam cos zrobic. czas chyba w kime.
trudno dostrwac z zajebistym time managment do konca. nie mam ochoty na efektywnosc.



jutro wyprawa do sainsbury's po dobre tofu-sojo szamę.

mam za to duzo planow a) co przecyztac c) co zozbacyzc i posluchac d) kogo b) wakacje.
oczywiscie pojawia sie mala kwestia: fun-ding. zabawne.

zyje. jem
odkrylam owsianke z dzemem, ryz z serkiem i bananami,serek z bananami sam ->..polecam.

niedziela, 18 listopada 2007

z punktu A do punktu B/ znad princepole

ok.
teraz czasowo już z górki.
esejowo jeszcze nie do końca. nie jestem pewna czy moi nauczyciele zdają sobie sprawę ale ich działania otwarcie zachęcają, ba, nawet nagradzają grafomanię...
co będzie dalej??


wczoraj:
przyszła paczka od babci: )) jak człowiekowi dobrze na emigracji : ) 3 prince polo już zniiknęły. reszta zostaje na święta.no i na ciężkie godziny.

ścianka.miasto. miło wiedzieć gdzie skręcić. miasto.
biblioteka. lecz z dala od książek i komputerów.

{u mnie na komputerze nie działa dvd ( gdyby ktoś miał laptopa na zbytku, proszę się nie krępować) więc niestety możliwości oglądania czegokolwiek raczej ograniczone, no a ogladać muszę i chcę}

no to poszłam do biblioteki, wypożyczyłam DVD ( mamy sporą kolekcję dobrych filmów i kaset), i w tzw reading/listening room przyjemnie pochłaniałam-> Gus van Sant . Słóń. Polecam.
dobre wieczorne popołudnie.

wczorja był też mecz. wysyp kiltów na ulicach : )))) niestety przegrali.

dziś biblioteka, coś esejowego i praca. jutro dzwonimy do Kanady. zmiana od 11-3 am. będzie ciekawie.

piątek, 16 listopada 2007

piątek tygodnia 8.

w sumie minęły 2 miesiące.
wydarzeń, zadań, spotkań, trudności,zachwytów jednak zdecydowanie na więcej. jest dobrze.

miasto jeszcze nie do końca znane, busy nie rozkminione, wszystkie sklepy też nie, kampusu i biblioteki nie znam w całości na pamięć. będzie więc ciekawie i dalej.


za brak listów, telefonów, mejli, i innnych przepraszam.

klawiatura zaczyna parzyć i zdradzać mnie dla innej. okres harmonii między nami osiągamy tylko wczesnym rankiem, tudzież późną nocą.

wyrażam się. w kółko.
analaitycznie, krytycznie, przekonującą, entuzjastycznie (smile when you dial ! ) , zachęcająco,
wspierająco, z różnych stron i askpektów, logicznie i konkretnie. w cudzym i w moim języku.
choć i tak raczej niepewnie.

nie ma się już ochoty mówić.


miasto, a szczególnie park koło nas, jeszcze jesienno piękny.
robi się ciemno tylko coraz wcześniej.


dzisiaj wyprawa do czegoś typu nasz zus czy urząd skarbowy.
potem wykład.
potem? tu opcji dużo. jakaś herbatka, jakaś ścianka, jakieś salsa night. zobaczymy.

glasgow jednak jutro nie.
trudno.
pojadę następnym razem. ale nie ma co sobie dorzucać na siłę i na wytrzymałość.
przy okazji mam nadzieję wykonać D mission-> kupić i założyć dętke.
warszawianka się kłania..

czas na kolejne uderzenie w 1500 słownego słonia.
szkoda tylko że on taki szary.

poniedziałek, 12 listopada 2007

bułaka czy banan. analyse/ compare and contarst/ asses/


słowotok.

o czymkolwiek....


czyli uderzenie esejów część 2.


daj temat a spłodzę 1000,1500, ile chcesz słow

udowodnię, zbadam, zaneguję i rozejrzę sie dookoła


zimno mi w nos.
pusto w glowie.
pełno w czasie.

czwartek, 8 listopada 2007

wiec tydz pod znakiem debat

przygotwania do zawodow- za 3tyg
przygotowania do eliminacji wewn-z dnia na dzien
we wt przeszlam z rundy pierwszej do finalu
dzis finalu nie wygralam
ale bylo bardzo dobrze
i wcale zle nie bylo i
ogolnie jak na ogol po debatach jestem podekscytowana
17 listopada pewnie zawody w glasgow : )))


lecz co sie liczy--> MAM CIŻEMKI MOCY :))) przyjechaly martensiki i droga daleka przed nami
teraz czekam na paczke kasz i plyte:)


dzis nagly deszcz ze sniegiem i grad :)))
w pokoju zawiewa


jutro zakupki w centrum i kawa. musze znalezc spodnie, no ale z butami mocy dam rade no i z kolekzanka sabriną :)))


ogolnie bardzo dobrze, tylko nie wiem jak uszczelnic okna :))

po drodze staram sie sie pisac czytac i duzo spac:)))


zdjecia beda moze jakies kiedys :))

musicie zobaczyc campus by night :)))

niedziela, 4 listopada 2007

down the rabbit hole


(..)
There was nothing so very remarkable in that; nor did Alice think it so very much out of the way to hear the Rabbit say to itself, 'Oh dear! Oh dear! I shall be late!' (when she thought it over afterwards, it occurred to her that she ought to have wondered at this, but at the time it all seemed quite natural); but when the Rabbit actually took a watch out of its waistcoat-pocket, and looked at it, and then hurried on, Alice started to her feet, for it flashed across her mind that she had never before seen a rabbit with either a waistcoat-pocket, or a watch to take out of it, and burning with curiosity, she ran across the field after it, and fortunately was just in time to see it pop down a large rabbit-hole under the hedge.(...)

rzeczka koło domku. seaton park.


sobota, 3 listopada 2007

aberdeen.centrum.





bicykl. w podróży





park to zawsz super sprawa! maleństwo



piękne sobotnie poranki.

kolory dla warszawy


śniadanie.biblioteka.miasto.gorąca czekolada.spacer.obiad.zakupki.teraz mogę siadać i się uczyć :) aberdeen w wielu odsłonach-centrum + seaton park przez który przechodzę do szkoły.

czwartek, 1 listopada 2007

goracy nesquik.
lepiej.
kolejny raz padlam ofiara zmecznie, fazy ksiezyca, hustawki nastorjow, niedspania i konca tygodnia.


prosze sie nie martwic
zbawiac swiat bede dalej.
i;m not a perfomance athlete.

moze lepiej pojsc na jaks resocjalizacie czy aps, pracowac z dzieciakami i innymi
i przestac sie wreszcie ludzic ze i can perform well.

zawsze chcialam umiec migać.

punkty nie sa moja domena.

nie potrafie dazyc do dskonalosci w kryteriach akademickich.

intelekt bardziej stowrzony niz posiadany.

środa, 31 października 2007

halloween w pracy


dostałam 1 nagrode-paczke marshmallows ktora zjadlam po drodze: )
bylam halloween newspaper.
a to czesc ekipy z pracy

wtorek, 30 października 2007

duracell na listopad

ok
lokomotywa ruszyła.
po prostej.
bedą zakręty.
jest to jednak co najmniej pociąg pośpieszny

kampus, biblioteka, debaty, kampus, praca, biblioteka, lidl, kampus.
w przerwach jedzenie, mam ktora ratuje dzien, piekne slonce , pierwszy szron, czasem problemy z brzusiem i duzo czytania i pisania.
kaszel juz znikl prawie calkowicie. i mam juz glos swoj wlasny

debaty debaty debaty
wt
czw
wt czw
przygotowanie
the mace
maiden speaker's comp ( me: is it necessary? them : the more you debate the better debater you are. silence. me: ok. sign me up for it)

eseje
tlumaczenia
tluamczenia
eseje
i ksiazki gryzace
mam juz chociaz wybrane prawie wsyztskie tematy esejow.

czas sie gnie w przestrzeni

33 funty starcza na 2 tyg na jedzenie. w opor.
(doliczyc tylko trzeba wode cytrynowa w kiosku kolo wydzialu)


w pracy rewelacja-ludzie super,
atmosfera tez i dzwonic w sumie tez lubie:)))
mam tylko wrazenie ciaglego mowienia.
albo przez telefon albo zza stolu albo przez skypa
to ostatnie z mamusia i babcia:)

usmazylam sobie placki.. ech nie byl to jednak ten sam wypiek co w kraju dzieciństwa:)

no tka tu juz nikt nie ugotuje:)
ogolnie o wsyztskim trzeba myslec
do prlani pojsc na czas, wybvrac dobyr moment na lidla
nie zapomniec rozgrzac piekranika
wyprawa na miasto to wyprawa logistyczna ( jutro mnie czeka)
i tak dookoloa kolorowa tyg plyna i oj ja zdecydowanie sie nie obrazam nie plynie plynie czas. :)
no do swiat mysle:)))

czas spac.
ranki jeszcze jasne
4.15 juz ciemnica na dworze. czyli nadchodzi czas tendencji depresyjnych wrso mlodizezy i koszmarncyh zareniowek.

piszczie, slijcie, dzwoncie!

piątek, 26 października 2007

nie ma co mówic.

tylko kaszlé i skrzypie.

mialam rano isc na sciane, mam wszystkie rzeczy ze soba.

no i tak je bede miala przez caly dzien bo wzbogacilam moja poranna konwersacje z jedna znajoma 15 min oddawaniem dzwieku wnetrza pluc.

mierzi mnie to ciut.

no ale nie mozna miec wszystkiego
dzis chociaz mam czyste rzeczy bo wczoraj do polnocy bylam w pralni.

piatek.

na reszcie.....

mam andizeje ze moje jednak w sb....

coz...znow poruszam drazliwy temat..let's talk about propriteis i ile mozna wyciagnac z leniwo oslabionego i buntujacego sie cialka.
....

trzeba sie strzec stawiania jakichkolwiek poprzeczek.

czwartek, 25 października 2007

róznie

troche w irytacji, lecz przede wszystkim w kaszlu i katarze.

mialam FR1012 tutorial ( witaj szkolo)-poziom cynzimu i wscieku lekko ponad norme.
w duzej mierze spowodowany ' dobrymi, interesujacymi odpowiedziami', idealnie rozlowzonym rozem, wyprostowanym wlosami i rownie prostymi glowami.

nic mi sie nie chce i staram sie wykorzystac moja godzine pomiedzy wykladami jak najbardziej nieefektywnie, nieproduktywnie. mam juz upatrzone buty.

trace glos.
wczoraj mialam pierwsza calling night, dzis mam druga.
wczoraj byla kawa papierosy nutka dekadencji
dzis jest przepita 4 nad ranem

poslzo mi nizel. troche hajsu dla uniwerku pojdzie.
moze dla mnie kiedys tez.

ludzie bardzo ok, blysk raczje mysla niz blyszczykiem spowodowany.

zaraz angielski.
ciekawe jak obrobimy utopie.

prosze jednak nie czytac mnie zle.
w przyszlym semestrze moze trafie na inna grupe z fr1012.ta mam tylko raz w tyg. jest tydz 5. zostalo 7 do konca.
w tyg 8 nie am zajec. liczba naszych spotkac moze mnie nie zabije. dorzucajac male ogarniecie wykladowcy , troche spoznije, wyjsc, halas konca. ztsaje 45 min do zzsiedzenia.
ujdzie.
ta jezykowa juz jest zdecydowanie lepsza.ang ok, wyklady tez.


pierwsz szron jak idzie sie rano przez park. na zielonej traie, czerwonych drzewach, mokrych lawkach pierwsze znaki zimy. slonce wciaz rano obecne i pieknie swiecace. chyba jescze chwilke przed dniami szarosci.

zimno i chlod nie przeskadza jednak mieszkankow wysp nosic baletki, klapki i innych akcesoriow raczje zwiazanych na kontynencie z latem, no ale coz.cultural temp difference.

z okien wieje. jestem pewna.

wtorek, 23 października 2007

troszeczkę się zeszło

jak drodzy i wytrwali czytelnicy mogą się domyślać dzieje się dużo, czasu jest mniej a aktywności więcej.

więc w skrócie:

u nas jesień ciągle piękna, temperatura w ciągu dnia nadal powyżej 10 st, chociaż wieczory i rnaki raczej rześkie.
praca się kumuluje. nie jestem pewna jak udało się to osiągnąć moim wykładowcom, ale z 3 przedmiotów wwalili idealnie wszystkie eseje i zadania na listopad. teraz staram się napisać najwcześniejszy esej z ang, ale z efektywnosći i jakością tego dziełka różnie bywa. na razie brodzę.
idee mam , gorzej z umiejętnym przelaniem na papier. wczoraj z twórczej niemocy i desperacji sięgnęłam po zdania z gramatyki francuskiej na przyszły poniedziałek.
świat się kończy.
w ten weekend muszę skończyć MHP task. zbliża się linia śmierci.
michale nie ścinaj jeszcze mej głowy.

śr, czw pierwsze calling night , zobaczymy czy wyłudzę jakieś wpłaty.

może.

z rzeczy innych. moja ubiegłopiątkowa podróż od 2am rowerem na razie owocuje zalewajacym kaatrem, dorbnym kaszlem i subtlena chrypką. walczę jednak dzielnie, co powien czas tylko zagłuszając wykład.

pokój przemeblowany.dumna z "czegoś z niczego" przedstawie dokładny opis później.
brakuje mi jeszcze kwiatków i innych zasłonek, ale te niesttey są na tyle mocno przymocowane zę moge udawać ze ich nie ma. poza tym na razie starają sie chronić od wiejącego okna.
a jestem pewna że z niego wieje.

wielkich wycieczek miejskich na razie nie robie aż tak, dziwnym trafem wciąż nogi doprowadzają mnie do biblioteki, ale postram się jakoś to wlepić w grafik. szczególnie ścianę. a to jest kwestia tnące me serce na pół. no ale cóż, trzeba otrzeć łzy i przyznać że może czas ot nie pieniądz, ale zdecydowana przeszkoda w harmonijnym rozwoju osobowości.


z postulatów różnych:
powinni zabronić a) sweterków rozpinancyh na guziczki
b) butów a la eskimos
c) zbyt dużego ciała w zamałych ubraniach
d)wiary w dobrą jakośc i gust firmy primark.

niedziela, 21 października 2007

czy będą drżeć posady muzeum?


---->?

czwartek, 18 października 2007

czw

po szkoleniu
mam abdn hoodie
i koszulke telephone fundraiser

energiii zero na aktywnosc inteletkualna
bazy nieskonczone

z rzecyz dobrych to zjadlam cale mango
przed chwila

ksiazke mam nowa i kolejna do przeczytania

nowy tydz z postaniowniem wiekszoej aktywnosci fizycznej, kilku telenow, zakupow i innych
pracowite z zasady poranki w bibliotece obecnie skupily sie na obczajaniu rzeczy na wakacje.

weeekendzie gdzie jestes.

jutro 2 kolacja w burnett house.
duzo ludzi
sporo jedzenia

ubaw

friday night

sobota_SHOPPING az karty beda gorace.

dzis osignelam wewentrzny szczyt cynizmu na lekcji z angielskiego.(mysl jednego z camarades typu: aktor jest rzemieslnikiem).
przykro mi. poczulam sie wyzej,obawiam sie jednak ze wykladowca cos obczail z mojego spojrzenia.

klucz; po prostu powiedziec ze sie jeszcze nie wie, ze jeszcze nie mam najlepszje ksaizki, ze cos jest complex, a nie intelektulaizm na level 1 reading and writing english course.

podobnej krytyce poddaje ludzi fascynujacych sie tylko i wylacznie swaoaj lista lektur.
OOO he's such an fantastic author.... ( I had him in school).




jestem głupia.
potykam się na chodnikach.
staram się jeść zdrowo,co nie zawsze mi w(y)chodzi.
NIE mam ultimate answ.

wtorek, 16 października 2007

wt

szkolenia dzien drugi

jeży się język

w różnych znaczeniach

giętkość.

moja efektywność niewielka.
marzą się dalekie podróże.
na razie oddalam sie w popołudniowych drzemkach.

dziewczyny maja plan ejchania do edynburga na weekdn.
ja sie waham, cyz oby nie jest to branie zbyt wielu aktywnosci i ogolnie nie wime
chyba nie pojade. czas na luz.
i shopping na spokojnie.
oj taak.


wybory jednak nie.
tlumacyzc mi sie nie chce
jednostka a kolektywnosc moze byc jednym
wstret do obczjaania przejazdow drugim

czasem walczy we mnie pijany joyce
i nie raz wstres to too enthusiactic graduates

powinno byc jasne ze umre w kurzu nad wloska kawa czytajac stare manuskrypty i walczac o jasnosc slowa.


obawiam sie jednak ze moj "brand" moze byc zbyt po 2 stornie barykady.


do wloch chcialabym pojechac po kawe i buty. i wino. chyba doroslam by sie upic.
w moich fioletowych butach . i koszmarnie zalewajacej dekadencji.

panstwo wyabacza. nad klawiatura zawsze latwiej o szalenstwo.i strate idealow.

kiedys sie upije. nad klawiatura.

sobota, 13 października 2007

sobota czyli co zrobić by się nie narobić ale jednak nadrobić i odrobić

kilka sposobów:

chodzenie do kuchni po kolejne herbatki
notoryczne zapominanie lyzeczki do cukru,a przeciez bez cukru nie idzie
przypadkowe odwiedziny u sasiadek
mniejsze a czestsze posiliki
branie po 1 ciasteczku z kuchni ktore i tak juz sie konczy dochodzac do drzwi pokoju a nie kliku na zapas
drzemki miedzy paragrafami( moj rekord dzis-1h pomiedzy etyka kanta a jego podejsciem do jednostki)
wielokrotne sprawdzanie poczty ( szczegolnie uniwersyteckiej choc i tak wiadomo ze nic nie przyjdzie)
wietrzenie pokoju
.....



dzis caly romantyczny dzien pomiedzy gramatyka francuskiego, zadaniami z francuskiego, ciagle niedoczytanym eseju o kancie ( wlasnie robie w nim kolejna przerwe w srodku zdania)..
wieczor zapewne z martwym morem. i bardzo zywotnymi bazami. one rodza moja agresje.
nie idealnie lecz realnie.


jednak nie jest tak zle.
gramatyka mam zrobiona na zapas.
esej z ang skonczony trza tylko wydrukowac
podobnie z zadaniami z francuskiego.
fiolozofia jeszcze nie.....

jest tez mecz rugby fr-ang
powoli slychac.


jutro jednak wycieczka na plaze i na msze. dla rozrywki.

od pon szkolenia i tydzien pelną parą nowego grafiku.

grrr ja chce na zakupy!!!!

wiedziałam jednak ze musze siedziec w pokoju, inaczej wszystko by sie o wiele bardziej rozeszlo.
moze ew w ndz.
tak, nie jestem dumna z mojej efektywnosci i time managment.
ale jest sb po pld, albo nawet i wieczor.
staram sie jak moge.

zostaly 2 miesiace do swiat.
8 tyg nauki.

chociaz tyle.
i w sumie tak niewiele.

w ramach osiagniec technicznych tuz po aktywowaniu mojej nowej karty udalo mi sie ja zablokowac wpisujac zly pin....czekam na przyznanie nowego poczta.

czwartek, 11 października 2007

z roznych

wczoraj przenioslam sie na wyzszy poziom francuskiego.
teraz wiec :
ang 1 rok
fil 1 rok
fr 1 rok (litertaura i kultura)
fr 2 rok (jezyk, rozumienie, gramatyka, czytanie+ tlumacznia)

grafik mam gorszy.
wolne poniedzialki zostaly odebrane brutalnie przez zajecia z gramatyki o 3 po poludniu. rewelacja....
i dni mam dluzsze.
3-4 koncze.
i okienek chyba wiecej.

dzis mialam pierwsza klase ustna. na prawde ok. ludzie tez bardzo ok i pomocni, powytlumaczali mi to i owo.
mam nadzieje ze na innych tez tak bedzie.

no i mam pierwszy written task na pon . udlao mi sie poprosic bym jednak oddala do srody, z racji zmiany.

z rzeczy praktycznych.

stalam w orszaku do walki z Bazami. mam nadzieję że mój miecz i tarcza na coś się zdadzą.
na razie walczymy na bagnach. One pewniej stapaja. ale tylko chwilowo. ja uderzam nocami. kiedy inni śpią.


naczynia w zlewie coraz czesciej sie pietrza i sa nieumyte. te z suszenia niezdiete poki nie spadna.
juz wczoraj mnie cholera wziela i wszystko zgarnelam. kilka razy tez zlew nacyzn udalo mi sie umyw i wlasnie jak konczylam jakas wspollokatora zaskoczonym glosem " o bylas szybsza ode mnie"
no tak bo jak jest 6 osob do gotowania i ograniczone dishes and cutlery resources to chyba mozna domyslec sie ze warto zmyc w przeciagu tej samej godziny co sie je.. a nie magicznie zalewac naczynia i zostawiac dla skrzatow domowych.
podobnie ze smieciami.
a ostatnio obrus z kuchnie moczyl sie 4 dni w umywalce.
jeszcze chwila i by zaatakowal.
no ale niewazne to i tak na prawde.


dzis ide na taka mini debate w parach : straszy rocznik + pierwszaki.
moze byc ciekawie. rozkrecam sie, wiec powinni uwazac:)))

aha i jechania z torba na ramie na rowerze to porazka.
dzis wyprobowla. never again. ew torba przez plecy ale nie torba typu moj worek.
oj nie.

pogoda nadal rewelacja. konicznie musze zrobic zdjecia bo obserwujac kasztanowce z mojego okna zaraz spadna ostatnie liscie.

i nadzejdzie zima.

wtorek, 9 października 2007

.

to bóg jest moim sponsorem. obstawił na mój talent.

i attack!

Dear Katarzyna Congratulations again! You have been selected as a Telephone Fundraiserfor the Alumni Annual Fund. We believe that you have the qualitiesneeded to be a successful Fundraiser and will be an asset to ourcampaign. Welcome to the Alumni Annual Fund! The training sessions will take place on Monday 15 October - Thursday 18October 2007 from 6.00 - 9pm in Committee Room 2 and the Call Room.Please come to the Visitor's Reception, Regent Walk first. You will beprovided with a training manual and all the information you need tobecome a successful fundraiser at these sessions. Attendance for all 4sessions is compulsory. All new staff will be subject to one month's probationary period. Atthe end of this time you will meet with me, where we will discuss yourperformance and answer any questions you may have about the job. Rotas are usually emailed to you at the beginning of the month for thatfollowing month. Please fill in the enclosed availability sheet. Thisis your opportunity to arrange any dates that you may need to be absent.You will be required to work Monday to Thursday for the initial TrainingWeek. Calling shifts will then be arranged according to everyone'sschedule. Can you please specify on your availability sheet if you areable and willing to work more than 2 shifts per week incase there areextra shifts available. Please complete and return the availability form as soon as possible andconfirm your acceptance of the post. You can either print the form andreturn it to me at Visitor's Reception or email it back to me. Toconfirm your acceptance of the post I would be grateful if you couldemail or phone as soon as possible. Once again, well done, and I look forward to working with you soon. With kind regardsRowan P.S. Please make a name badge and bring it with you on Monday. Therewill be a prize for the best one!

poniedziałek, 8 października 2007

aha

aha. ostatnio pilniczkiem przykręcałam dzwonek w rowerze.

górka nie istnieje

pobudka ( późniejsza niż zwykle), prysznic, śniadanie , prasowanie ( pierwszy i ostatni raz-zostałam zaatakowana przez deskę do prasowania), poranna modlitwa i kawa z ojcem james'em, job interview.
odp ma być jutro.
byłam , przynajmniej starałam się być fontanną entuzjamu, dumy z bycia studentem w aberdeen, wykazywać jak największą kretywność kontaktowość i ukazywać me zęby cały czas.
co to da, zobaczymy.
jeżeli nic to i tak bardzo przyjemnie było pogadać : ) mi przynajmniej się podobało.
później pojechałam do miasta ( pokonałam pierwsze skrzyżowanie bez wypadku i rozjechania! ), na zakupy i by załatwić różne inne sprawunki.
poundland rzeczywiście świetna rzecz. mam tarkę, segregatory, szczywacz dziurkacz i rzeczywiście wszystko po funcie. niestety nie znalazłam kocy.
zdjęłam też wreszcie simlocka i mam nowy nr telefonu.
oto On:

+44 07492 602647

zakupy w kosmetycznym-> plecak pełen kosmetyków
zakupy w spożywczym.
wynik: owsianka, kleik dla dzieci, kaszka ryżowa... to wszytsko dla mojego cierpiącego brzusia.
no i powrót.
plecak pełen, wielka siata poundland, druga siata spożywczego, nogawki wkręcające się w koło..
no ale!
uzbrojona w zapasową gumkę do włosów związałam spodnie, jakkolwiek komicznie by to nie wyglądało i pomknęłam do przodu.
co prawda raz ciut za blisko jednej dziewczyny przejechałam ale nic nikomu się nie stało, jechałam drogą i było dobrze.
a uzbrojona dodatkowo w sinatrę i mozarta wjechałam pod naszą ( chyba jedną z 2 lub 3 w całym aberdeen) górkę bez zatrzymywania się i z jakąś nawet godnością : )
czyż ten dzień nie jest piękny?


teraz koniecznie dickens, jego wielkość i narrative voice.
od jutra będzie dostępny mój nowy numer konta.
gdybyś ktoś chciał sponsorować zdolnych i ambitnych na uchodźstwie, proszę bardzo.

aha i chyba koniecznym będzie zainwestowanie w zatyczki do uszu.

niedziela, 7 października 2007




w drodze do zamku.
pola i posiadłość



zamek, ze stron różnych.
sala w śródku. jedyna.

zamek ...

c.d


nasi przewodnicy :
tuomas (Fin)
vladimir (słowacja)

stonehaven



troszeczkę z wczorajszej wycieczki. na pamiątke wojen, specjalne zbudowany jako zniszczony

sobota, 6 października 2007


caroline i michi.

na wycieczce do ogrodu botanicznego

kolejny weekend.powoli już domowo.

nasza kuchnia wygląda koszmarnie.
nie będę robić zdjęć, mogłoby to wywołać protesty obrońców zwierząt, sanepidu, i bliskich.
oświadczyłam, że dzis jak wracamy ( za godzinę jedziemy do stoneheven zwiedzać jakiś zameczek i miasteczko) to robimy sprzątanie kuchni. w rogach można znaleźć wszystko. po płd też wycieczka do lidla.
wczoraj była posiadówka u sąsiadów z dołu żeby się lepiej poznać. nie było jedzenia ( u nas pod tym względem było lepiej) tylko napoje.ja potem wróciłam do nas, już i tak była północ a reszta poszła do koszamrnie brzykiego obskurnego miejsca -pub ( watering hole) w central building.
twarze rano i oczy bardzo nie wyraźne. każda z własną wodą.....i szczególnie caroline z pewnym poczuciem winy w oczach... bo tu gdzieś jakaś 4 rano, jakiś mężczyzna.....

no to się będzie działo

teraz maltretuje moje sąsiadki straussem.niech się odchamiają.


w poniedziałek 2 etap job interview jako telephone fundraiser.
można trzymać kciuki byłoby genialnie,
zobaczymy do 15 października.

szkółka zdecydowanie się rozkręca. muszę tu i ówdzie przyspieszyć moje temmp, tudzież zmusić się do zasiądnięcia nad tym czy owym.
plan na ndz : sprawdzeni, poprawienie, i ułożenie wszytskiego w dobrym formacie na kom z fr,
dokończenie wierszy ( czytania), jeszcze raz przeczytać filozofię, i ponownie zaśiąść do kom z dickensa. jakoś nie mogę się zmusić do wyduszenia czegoś z christmas carol w środku października. no i ogólnie z christmas carol. etuzjazm naszego wykładowcy ( który całym sercem jest za tym żeby dickens stał się maskotką glasgow 2012) jakoś na mnie nie przechodzi.

no ale cóż. jego wielkośc na szczęscie mam ograniczyć do 500 słów.

czwartek, 4 października 2007

.

kawiarnia-nie.
jutro kolejna wycieczka po city centre zostawiajac cv.
nie jestem pewna jak to innym wychodzi.
jeden z polakow poznanych tutaj powiedzial ze za miesiac sie naucze . ( to odp na to ze nie umieszczam falszych informacji na cv -czyli np ze pracowalam jako kelnerka).
nie chcialabym zeby tak bylo.
ale moze Odgornie to ma jakos dalej prowadzic.

wczoraj polowa mieszkanka miala zly i ciezki dzien.kazda na swoj sposob ( ja caroline i michi).
ja najpierw napisalam do mamy ( MAMUS WYMIATASZ) , zjadlam wielka pizze, wygadalm sie harry i whitney, poszlam do pokoju,pogdalam z mama wypilam herbate i bylo lpeiej.
przyszla caroline.ciezko usiadlszy na lozku, oznajmnila ze miala bardzo ciezki dzien i musiala zadzwonic do mamy i juz na nic nie ma ochoty i nigdzie nie idzie i zostaje w domu.za 3min przyszla michi, kontrolnie na nas patrzac zapytala jak minal nasz dzien. strescilysmy ze ja sie zgubilam, zostalam omal przjechana kupilam komplet kluczy o rozmiar za maly a caroline stracila 20 funtow i telefon jej nie chcial dzialac, no co michi no tak ja co prawde nie bylam zagrozona smiercia ale...
i tez sie okazalo ze wslanie rozmawiala ze swoja mama i tez nie ma ochoty nic robic i ze musi usiasc i pogadac..:)

poszlam do najblizszego sklpeu ( pod domem, fakt ze ciut drozszy)kupilam ser, nitke do zebow, 2 pocztowki. dalsze ekspedycje bylyby zbyt niebezpieczne.
dziewczyny kupilu popcorn, wypozycyzly filmy an dvd i wieczorem po wspolnej kolacji w 5 ( justyny akurat niebylo) z micha popcornu, ciasteczek, zrobilysmy movie evening. w miedzyczasie pranie ( zeby choc jedna rzecz wyszla w tym dniu). polowa rzeczy sie nie dosuszyla w suszarce i suszy sie teraz na kaloryferze.


mamy rewelacyjne mieszkanko:)
razem raźniej.
i nasze mamy też są świetne.

wtorek, 2 października 2007

pomiedzy wykladami

fakt, troche juz opd siebie nie pislam, wiec teraz male summary miedzy wykladami.

na crepes night w kulminacyjnym momencie uczestniczlyo 14 osob. brakowalao krzesel kubkow i talerzy ale bylo rewelacyjnie;) na pewno powtorzymy kulinrne imprezy, szczegolnie ze ja i caroline i bardzo lubimy gotowac i mamy podobne gusta jedzeniowe:)
mam rower.
uzywany.miejski, damski.20 funtow-za rowerr, wymiane gumy na raczkach dopompowanie opon i najprostszy zamek.
dzis caly dzien mam wyklady ale jutro musze koniecznie kupic lepszy zamek, lampe i kask jak sie uda. to bedxize drozsze od samego roweru.
jest do damski rower miejsk dziwieni skzypiacy przy uzwyaniu hamulcow a ja uzywam ich bardzo duzo i czesto bo a) nie jezdze szybko, raczej 'z godnoscia' b) na razei sporo jezdze po chodnikach i musze koniecznie rozkminic jak tu pokonac ronod ktorego niestety nie da sie ominac na drodze do szkoly:)
ja mialam na tyle szybkie tempo piesze ze na rowerze zyskuje kilka minut na ogol - (do6-7) rankiem, ale sadze ze to sie zmini, no i ogolnie niezla opcja.
mozna trzymac kciuki zeby mnie nie rozjechali, zebym nie dala sie rozjechac i rozwalic i zeby szlo bezpiecznie:)
aha i mieszkam na jedynym chyba wzgorzu w aberdeen. oj truuudno podjechac:))))
mialam etraz francuski, zaraz angielski, potem filozofia.
potem przerwa, filozofia i francuski raz jeszcze, potem mam nadizej total fitness i debater.
mam nadziej ze uda mi sie an wszytsko dotrzec i zalapac.
wciaz czekam an odp z pracy. dzis jak juz wroce padnieta koniecznieeeeee musze napisac jedne application letter.
pogoda na razie bardzo ladna, liscie i parki prawdziwe jesienne, z okna mma widok na przepiekny kasztanowiec-rewlacja.
wczoraj bylam an pierwzym spotkaniu bible studies. ojciec dominikanim tlumacyzl 2 chinkom na podstawie okladni angielsiego the economist (2mnichow z birmy) dlaczego on jest w 'bialej sukience'. bylo bardzo fajnie. jak mi sie uda wroce we srode na thomas aquinas study group.
rzczy zaczynaja sie rozkrecac. z tak posiekanym grafikiemnieraz trudno ulozyc sobie dziec, bo latwo przemija doba na nic nie robieniu,ale staram sie jakos ogarniac i planowac rownomiernie prace.
tu administracyjne tez roznie. wlasnie dostalam email ze nie bylam na szkoleniu komputerowym, na ktorym bylam i ze musze sie stawic w podanym terminie.
akurat. niech lepiej zweryfikuja swoje listy.
polakow na kampusie sporoo.
slyszy sie.
w sklepach tez. ale tu troche inny rozdzaj polszczyzny ( ja k';;'; nie wiem gdzie sa sery, nie jestem z aberdinu) :)
3majcie kciucki a prace , odp powinnam otrzymac dzis lub jutro.
lece dalej.
mamy omawiac @the christmas carol- rewelacja w pazdziernkiu:))))

sobota, 29 września 2007

crepes night @burnett house

zaczyna sie.
za 10min:)

urzadzamy kolacje dla calej 9 ( my + marie u ktorej bylysmy wczoraj + chlopak whitney i justyny)
w 3osobowej kuchni. mamy 9 krzesel. brakuje nam 1 talerza jak na razie.oj bedzie smiesznie:))

nawet odkurzylam kuchnie na te okazje:))))

zdjecia potem.

w przerwie

mialysmy isc z caroline do lidla o pierwszej jest 13.57 ona jeszcze je. fajnie, ale ja chetnie tez bym cos wszamala tylko po do ide do lidla by miec z czego te szame zrobic. banan na zapchanie to srednia opcja.
jedna moja miska ma czyjsc makaron w srodku i stoi juz tak 2 dzien w lodowce. moj rondelek ciagle moczy sie w zlewie od ilus godzin. ja tego myc nie bede.
rano tez mialysmy pojsc biegac. i tak nie wypalilo, bo dla mnie 11 to juz kilak dobrych h po,pobudzce i czas najwyzszy na zerkajace na mnie z zbiurka pozycje do przeczytania dla niej nie.
podobnie ze sluchaniem glosno muzyki przy naszych tekturowych scianach i zostawianiu otwartych przypadkiem na osciez drzwi.
no w sumie wszystko jedno,ale moze fajniej by bylo zebysmy sie czuli "u nas" a nie kazdy " u siebie".

chcialam potem isc do centrum i na sciane, jesli jednk taklaej pojdzie to wszystko spezlnie na czytaniu i czekaniu.

ale niewazne.
przemienilam obrazki na mojej tablicy nad biurkiem i mam matke boska na wysokosci oczu co by w niestracic wlasciwej postawy wobec bliznich.

wczoraj zlozylam swoje cv i application form w starbucksie, maja 2 tyg.
mialam tez takie interview w kawiarence przy galerii sztuki. maja dac znac w przyszlym tyg. tam
po drodze wyslalam tez kilka mejli z tym samym w zalaczniku.na razie nic.
bardzo bym chciala pracowac.aberdeen w bocznych uliczkach odchodzacych od glownej handlowej jest na prawde sliczne.
wczoraj tez mialysmy bardzo fajne i smieszne pizza party w mieskzaniu u takiej drugiej francuzki
dzis my robimy nalesniki i zapraszamy troche osob.
zapomnialam wczensije powiedizec. 6 osoba to amerykanka-whitney-jest na rok.
a wiec sklad:
ja-PL
justyna-PL
caroline-FR
whitney-USA
harry-UK
michi-GR.

teraz jest tu na chwile chlopak whitney, duzo czasu spedza tu tez chlopak justyny (on tez tu studiuje) a pod koniec pazdziernika na 10dni przyjezdza chlopak harry.
wesolo jest.

fajnie, no nie:) !!!

Hi Katarzyna,

I am delighted to let you know that your submitted photo
has been selected for inclusion in the newly released third
edition of our Schmap Marseille Guide:

Goudes (Les)
http://www.schmap.com/marseille/sights_panorama/p=93424/i=93424.jpg

If you like the guide and have a website, blog or personal
page, then please also check out our schmapplets -
customizable widgetized versions of our Schmap Marseille
Guide, complete with your published photo:

http://www.schmap.com/schmapplets/p=10089075N00/c=SE1202196

Thanks so much for letting us include your photo - please
enjoy the guide!

Best regards,

Emma Williams,
Managing Editor, Schmap Guides

trzeba jechać.

Szanowni Państwo,

W związku z licznymi pytaniami dotyczącymi możliwości udziału w głosowaniu w wyborach do Sejmu RP i Senatu RP w dniu 21 października 2007 roku wyjaśniam, iż na terenie okręgu konsularnego Konsulatu Generalnego RP w Edynburgu mają zostać utworzone 4 obwody do głosowania. Głosować można tylko osobiście. Głos będzie można oddać w jednym z czterech miast:

1) Edynburg

Konsulat Generalny RP

2 Kinnear Road

Edynburg EH3 5PE

2/ Glasgow

Klub Polski im. Gen.Wł. Sikorskiego

Parkgrove Terrace

Glasgow G3 7SD

3/ Inverness

The Highland Council,

Glenurquhart Road,

Inverness IV3 5NX

4/ Belfast

siedziba Rady do spraw Mniejszości Etnicznych w Irlandii Północnej (NICEM)

3rd Floor, Ascot House

24-31 Shaftesbury Sq

BT2 7DB Belfast

1. Obywatele polscy, przebywający za granicą w dniu wyborów, będą mogli wziąć udział w głosowaniu, jeżeli posiadają ważny polski paszport, a w przypadku wyborów w państwach Unii Europejskiej paszport lub dowód osobisty oraz zostaną wpisani, na podstawie osobistego zgłoszenia, do spisu wyborców sporządzonego przez konsula właściwego terytorialnie dla miejsca pobytu wyborcy. Powyższy wymóg wcześniejszego wpisania do spisu wyborców nie dotyczy wyborców posiadających zaświadczenie o prawie do głosowania.

2. Zgłoszenie do spisu wyborców można wnieść do konsula ustnie, pisemnie, telefonicznie, telegraficznie, telefaxem lub e-mailem. Zgłoszenie powinno zawierać nazwisko i imiona, imię ojca, datę urodzenia, miejsce zamieszkania (pobytu) wyborcy, numer ważnego polskiego paszportu, a w przypadku wyborów w państwach Unii Europejskiej numer paszportu lub dowodu osobistego, a także miejsce i datę jego wydania oraz numer ewidencyjny PESEL, jeśli wyborca go posiada. Należy koniecznie podać w której obwodowej komisji wyborczej wyborca chce oddać swój głos. Zgłoszenia będą prowadzone odrębnie dla każdej obwodowej komisji wyborczej. Można być umieszczonym w tylko jednym spisie. Zgłoszenia można dokonać najpóźniej w 5 dniu przed dniem głosowania. Ostatnim dniem w którym będzie można dokonać zgłoszenia jest 16 października. Dla ułatwienia utworzony został elektroniczny formularz zgłoszenia. Łącze do niego (tzw. link) zostanie umieszczone na stronie internetowej konsulatu www.polishconsulate.org . Zgłoszenia będziemy mogli przyjmować dopiero po publikacji rozporządzenia Ministra Spraw Zagranicznych w sprawie utworzenia obwodów głosowania dla obywateli polskich przebywających za granicą w wyborach do Sejmu i Senatu. Jest to przewidziane na dzień 28 września.

czwartek, 27 września 2007

krotko

bezie krotko bo przed wyjsciem


wczoraj byl wypad z mountaneering club.
szukam godzinowo odpowiadajacej klasy aerobiku jogi czy pilatesu.

mam wolne pon.

dear sir or madame,

i am writing in order......

i tak razy n

jest coraz zimniej.w pokoju tez
manti pomaga chyba tylko sila umyslu.
chleb tez stal sie podejrzanym.

z banku na razie milcza wiec nowej kom tez brak.
w nast tyg chciałabym.....
strach cokolwiek deklarowac.


trzeba czekac.
oby na cos.

wtorek, 25 września 2007

z kampusu


trochę uniwerku

grafikowo

dziś może trochę dłużej i bardziej konkretnie.
zapełnia się grafik. jutro mam nadzieję, że będę już znała przydział do grup z francuskiego. niby nic, jedne przedmiot, ale 5 pozycji /h więcej w planie zajęć. obawiam się, chociaż zrobię wszystko, że nie uda mi się zachować wolnych poniedziałków które byłyby idealne na pracę.
btw właśnie pytali mnie z takiego biura kiedy mogłabym pracować.no i na razie milczę.mejla dostałam dzisiaj. jutro muszę odpowiedzieć. więcej niż jeden dzień nie można.
pojawia się też kwestia środy. na razie mam zajęcia rano. normalnie co środa o 13 spotyka się klub górski na wspinanie. jednak...
a) obawiam się że wwalą mi francuski
b) byłby to także idealny dzień na pracę.
c)kiedyś się też trzeba uczyć i czytać

pon 8pm bible study group
śr 8pm thomas aquinas study group

weekendy i wypady weekendowe są pod ostrzałem tych samych trzech czynników.
co dalej zobaczymy.
"każdego dnia wybierać muszę"

nie ma opcji jednak bez zadnego sportu ruchu i czemu akurat wspianczka pod ostrzałem?!

jest na uniwerku centrum sportowe z roznymi klasami zajeciami, ale to w ogole cos innego.

fakt tylko, ze niestety wypady klubu górskiego zajmują CAŁY weekend- od pt do ndz wieczorem.

może to wszystko niepotrzebne obawy.
wątpie jednak w jakikolwiek swój geniusz i umiejętność znania książek bez ich wcześniejszej lektury.
tyczy się to ang, fr i fil.tu cudów nie ma.

nie chciałabym zawalić.
dziś tak przywaliłam w szafkę że mam już guza i prawie łeb rozcięty.na więcej mocnych wrażeń nie mam aż takiej ochoty.

nadal nie mam śpiwora. tu takie dosyć dobre są na przecenie po 25 Ł.
przed chwilą jednak kupiłam pierwszą książkę na angielski. tych będzie więcej.
mam nowy cel. zamiast kaloszy, butów zimowych i w ramach urodzin: martensy.
z rzeczy bliższych : z racji braku tanich rowerów przyjaźń z busami stanie się koniecznością i to już niedługo.

wybaczcie że brak poetyki i polotu w tych opisach, sprawy z kategorii lirycznej "ziemniaki i cebula", przejeły teraz ster. na chwilę -mam nadzieję.

znalazłam polskie delikatesy.

nie wiadomo co tu jeść, wszystko wychodzi inaczej niż powinno. po drodze wychodzi też smak.

poniedziałek, 24 września 2007

niedzielnie
z wycieczki niedzielnej.

niedziela, 23 września 2007

sobota, 22 września 2007

no to pierwszy tydzień

wlasnie mija pierwszy tydzień mojego szkockiego pobytu. choc minelo tylko 7 dni, tyle sie dzialo ze mam wrazenie bycia tu co najmniej 2 tygodnie. w poniedziałek mam szkolenie komputerowe, a we wtorek zaczynają się już normalne wykłady, konwersatoria chyba są od 1 października. w poniedziałek muszę koniecznie dosutalić daty wykładów z filozofii, bo coś krążą 2 wersje. co jest jednak najważniejsze z tego wszystkiego, to nie daty itp ale że się zacznie Dziać.
i to Dużo.
Rewelacja.
znalazłam ładowarkę do aparatu, zacznę robić zdjęcia. niedługo będą, obiecuję.
Może jest to banalne, ale jest klimat chodzenia po tak starym kampusie, nawet jesli np francuski mam w nowym budynku, oglądania sobie herbu uniwerku to tu to tam czy wchodzeniu do sekretariatu umieszconego w małym zamczysku:)
wiwat żacy!
kończy się tzw "fresher's week " czyli imprezowo pijano dzikie wydanie dni adaptacyjnych.
z licznych nocnych imprez nie zaliczyłam na razie ani jednej. były 2 wyjścia d pubu, spotkanie klubu górskiego, rzeczy oficjalne i nie no i koniec końców zalewający mnie katar i zapchany nos.
to ostatnie to mój upojny piątkowy wieczór. wszystkie inne dziewczyny poszły do kina na film zacyznający sie o 22 ( wraca się koło 1-2 , bo z buta) a ja grzecznie w łóżeczku z herbatką, aspirynką i opisami zajęć.
dziś o 13 jadę ,z znaną już wiernym czytelnikom -Christian Union, na małą wycieczkę po wybrzeżu, a jutro o 830 ruszam na dzień chodzenia i wspinania z klubem górskim. Oczywiście na weekend zapowiadają deszcz. wczoraj jednak wyposażyłam się w nieprzemakalne spodnie.
z rzeczy dziwnych-mewy są wszędzie na kampusie i koło akademików i drą dzioby niesłychanie. specyficzny to odgłos towarzyszący cały dzień, szczególnie gdy nie widać plaży i morza.

wczoraj wieczorem miałam dosyć "specyficzne" interview o pracę jako kelnerka.
po raz kolejny jednak zrozumiałam, że bliższy mi jest kurz bibliotek niż kłanianie się w pas i kajanie za źle ustawioną łyżeczkę.
za dużo jest polaków z małymi ambicjami tutaj.
ludzie myślą że jak jestem polką to za jakąkolwiek pracę ugnę kolana przed Matką Imperium i będę wdzięczna i szczęśliwa za łaskę i wyrozumiałość mi okazaną. za ocalałe życie i bilet do szczęścia.
wybaczcie, takie uczucia mam tylko przed Mater Ecclesia.

mam zadzwonić we wt, żeby się dowiedzieć kiedy i czy będę mogła przyjść na miesiąc (!?) próbny.(oczywiście nic nie było mowy czy tu w ramach wolontariatu czy nie). najlepiej ejszcze żebym mogła pracować w święta, wszystkie przerwy, Nowy Rok, w czasie egzaminów, sesji itp.
jak to się subtelnie wyrażono": żebym nie słyszał, że mam egzaminy i jest jakiś problem i nie mogę przyjść do pracy...." a hwd!
ode mnie i o mnie usłyszą jak zrobię doktorat.

za wieczorny helpdesk chciałabym podziękować mamusi,oli, czekoladowym ciasteczkom, dobrej herbacie i 5nizzy.

to nie jest moja karma.

klub górski ma wyprawy co weekend tak gdzieś do stycznia.
fajnie i nie.
lipnie, bo za pewnie na msze wtedy nie zdąże ( ostatnie jest o 6.30 pm na kampusie) + najtańsza rozrywka to nie jest+ będzie Co nie Co do pisania, bo dostałam grafik deadlinów na eseje.
caroline ( francuzka) która kocha góry, też jest bardzo zapalona i chyba będzie jeździć częściej i jak najwięcej. no ale ona jest erasmusowcem z prawa. to inna bajka.
co środa są treningi na sztucznej lub nie ścianie.
w pt ma być chyba studium nad św tomaszem, jeśli dobrze pamiętam.
msze na kampusie są codziennie, ja nie raz mam zajęcia, ale wartoby się uaktywnić tutaj.
I've seen the light.
Jest Misja i Dzieło przede mną i ojcem dominikaninem.

reszta jakoś przyjdzie.
znalazłam sklep z rowerami. teraz szukam komisu.

i do przodu:)
czekam na wieści od wiernych czytelników.

nadal nie mogę znaleźć i nie wiem co zrobić by głosować za granicą
jakieś pomysły?

muzeum dziękuję za wiarę w inteligentną pracę.

czwartek, 20 września 2007

gol

3:1 dla mnie

1 punkt: nie musiałam iść do royal bank of scotland
2: nie musiałam iść do uniwerku po głupie pismo
3: założyłam konto u konkurencji : bank of scotland:)))

dziś pierwsze spotkanie z lairig mountaineering club

na szczęście caroline ( francuzka) idzie też i jest równie zapalona.
brakuje mi "podstawowych " rzeczy.na przykład latarki czołowki, kompasu, nieprzemakalnych spodni...., śpiwóoóóóóóórrrr

rektor przewiduje 36-40 hrs working week
do tego wspinanie i góry. + aktywności z ojcem duszpasterzem + mam nadzieje praca.+???


niby człowiek te same produkty kupuje ale dziwnie sie trawi.

pościel nadal farbuje.


za tydz mam nadzieję mieć kartę i telefon.
i pracę
i grafik.

środa, 19 września 2007

1:0 dla royal bank of scotland.

-zmieniły się procedury i teraz nie wystarczą te dokumenty które mam, tylko musi być specjalny list z uniwerku, który będzie zawierał te same informacje które mam na niewystaraczającyh już dokumentach.

-university office niestety tylko do 4, więc jutro rano czeka mnie tam wyprawa.
-potem rejestracja na kursy
-chód do royal bank of scotland
-złożenie papierów ( mam nadzieję_
-7-10 working days

ii dopiero potem mogę kupić telefon na abonament.

przewidywany koniec prac-październik.



poźniej się to zmieni.
kolejny raz zapomniałam hasła do SAAS.
nie mogę znaleźć ładowarki do aparatu. na razie zdjęć nie będzie.

matirx is all around you.

dziś pierwszy dzień ( przynajmniej do teraz) nie pada. przedpołudniem świeciło nawet mocne, ciepłe słońce. chyba jednak nie zostanie z nami na długo.

80 torebek za 2 funty nawet z cukrem ciężko przechodzą przez gardło:)

niech to się już wszystko rozkręca. bycie w ciągłym "zawieszeniu" jest dziwne. czas robić coś na full i do końca, a nie w oczekiwaniu na nie niezdefiniowane "coś" większego. żeby nie myśleć że nie warto, nie ma się czasu i że i tak to mnie nie dotyczy. żeby już na prawdę i w pełni "Być" tam gdzie się jest.

smerfy

super niebieskie poszewki i prześcieradło farbują.mocno.

ze spraw wyższych:
- na uniwerku jest Christian Union ( dużo osób, zapalonych, z różnych kościołów, wspólnot i nietylko). wczoraj się jednak dowiedziałam od ojca dominikanina, który jest tu duspasterzem ze strony katolickiem, że Christian Union nie uznaj zbytnio katolików za Christian.
- jest też Catholic Society,która kiedyś miała jakiś zatarg z biskupem i niejest uznawana przez tutejszy Kościół Katolicki.

i masz babo placek.

wtorek, 18 września 2007

mr darcy. at last.

już 5.
2 polki
1 walijka
1 niemka
1 francuzka

dwie ostatnie niestety tylko na 1 semestr.

jest zabawnie i coraz ciasniej.szczególnie w lodówce.

1semestr : FR 1007
FR 1012
EL 1014
i... PH 1014 :))

dziś całą 5 idziemy na pub quiz.

jutro postaram się zwojować royal bank of scotland.

na razie tyle.

poniedziałek, 17 września 2007

it's not raining. it's humid

wszystko może być relatywne.
każdego dnia odkrywam nowy sens "bycia mokrym"
w końcu wierzy się, że jest sie suchym.

official welcome.
university of ambition.
excellence is our trademark.

int'l dinner.
rewelacja.


zapłaciłam akademik do stycznia.
staram się wypełniać podanie royal bank of scotland.
jestem jednak za głupia na kwadraciki i pola do odchaczenia.


po raz kolejny obczajam loty, połączenia.
porażka.

jakby nie było na czym czasu marnować i spędzać.


jutro rejestracja.adviser of studies.
i innych bardzo dużo wydarzeń.

3 polaków w lidl.

kolejnie

jest 3 wspollokatorka- justyna z jeleniej góry. politologia+ stosunki międzynarodowe na 3 roku.
czekamy jeszcze na 3.
wczoraj wyszedł brak otwieracza do konserw i folii aluminiowej.
dzis jest oficialne powitanie.
jako osoba w pierwszej grupie alfabetu ( a-M) jestem na 1030. potem bede wyjasniac sprawy finansowe akademika i musze znalezc Kalosze.
wczorajsza obserwacja wieczorna ( podczas imprezy w studneckim pubie) im brtyjka wieksza tym wiekszy dekolt. zaleznosc =1. niestety dla estetów.

czas na sniadanie.

niedziela, 16 września 2007

it's raining

no tak. pada.
zakup kaloszy obowiazkowy.

po dosyc nieprzyjemnych, kosztownych, kolejkowo-bagazowych przebojach i czekaniu dotarlam wreszcie na lotnisko aberdeen. wylowiwszy swoj bagaz - co nie bylo ani lekkie ani latwe i szybkie - dolaczynam do grona innych studentow czekajacych na busik do uniwerku.
dobilismy.
klucz odebralam.
znalazlam budynek.
photoshop czyni cuda.
wdrapalm sie na pietro -2
jeszcze raz sie wdrapalm z reszta toreb.
i dotarlam do pokoju.
beauty of simplicity.
slowo klucz wrozumieniu living standards- basic and simple/
drzwi od szafy ciut wypadaja, ale najwazniejsze- ogrzewanie dziala.
jest 6 pokoi, korytarz , 3 umywalki, kuchnia. i na raze tylko ja i taka niemka z ostatniego roku pedagogiki-na wymianie.czekamy na reszte.
wieczorem, dzieki uprzejmosci takich znajomych pojechalam do lidl i sainsbury kupic a) jedzenie b)garnki, talerze itp
ubaw co nie miara. juz moge gotowac ;)
imprezy wieczornej -beer no beer- nie zaliczylam, gdyz caly wieczor uplynal na zmaganiach z nowa bezprzewodowa uniwersytecka siecie,a teraz jeszcze zostalo mi 30 min i otworza help desk, bo oczywiscie , mi samej niewiele wyszlo. gg dziala ale nic poza tym.
sma kampus, chociaz na szybko i w deszczu, jest piekny, stary, i rzeczywiscie klimat zamkow, zakow, whisky i dawnych uniwersytetow. zdjec jeszce nie mam, ale w tym przypadku wyjatkowo te co sa na necie nie klamia.
dzis moze dojde na jakas impreze.
wybaczie koszmarny styl, prostote -wrecz ubostwo litercko-stylistyczne tej relacji, ale jakos mnie zmula deszcz i klimat zaspania niedzielnego.
jestem totlanie glupia. mialam isc na msze na 11. zaszlam ot jakiegos catholic centre, slysze msa sie ma ku koncowi. patrze-oj-zaczela sie o 10. wiec wracam do akadmeika totlanie przemoczona i mysle o 6 wieczorem jest druga. teraz jednak czytam an stronie uniwerku z ebyl takiinformal meeting i msza wlasnie o 11 tylko obok tego gdzie ja bylam .shit. gdyby glupota moga latac....

piątek, 14 września 2007


ponoć to tam tak wygląda :)))))

musealia memoranda i inne

drodzy muzealnicy i nie tylko!

napojona i zainspirowana dzisiejszą gorącą czekoladą i Waszym towarzystwem, postanowiłam , wbrew wcześniejszym ustaleniom, założyć bloga-inaczej zwanego internetowym pamiętnikiem lub dziennikiem.
nie będzie to dzieło nawet w jednej setnej przyrastające lub próbujące mierzyć się z dziennikami Znanych, Sławnych i Wielkich. zamierzam tu zapisać tylko i podzielić się z Wami co ciekawszymi wydarzeniami, opowiastkami, obserwacjami itp. Liczę na Wasze wypowiedzi, krzyki, komentarze, no a w dalszej perspektywie , wizyty ;)
tak oto rozpoczynam mą skromną obecność internetową. mam nadzieje , że niektórzy ruszą do wyścigu na posty i odpowiedzi :)))
jeszcze raz niezmiernie dziękuję za publikację , która stała się inspiracją nazwy bloga, gdyż jak wiadomo nazwy łacińskie najłatwiej zapamiętać:)

pozdrawiam ciepło i z nie małą łezką w oku myślę o "boksie " muzealnym.

au revoir!