2h na plaży z lingwistyka i w zamian piegi!!!! : - )) ha! ale już niestety prawie wszystkie zniknęły.
ten tydzień 'na-pięty', oby tylko z podniesioną głową dojść do końca, potem chwila oddechu, lub głębszy oddech i podróż w klimaty sesyjne. zapowiadają upały i duszności.
w międzyczasie ciągłe oczekiwanie na decyzję Student's Assoc , kilkanaście rzeczy na głowie i ochota pogrania w koszykówkę. nie grałam już taaaak daaawnooo, oj aż za dużo. hmm
zapominam przekładać kartki w kalendarzu, skreślać dni, robić prania, dzwonić, pisać, dawać znaki życia. nadrobię, niedługo. na razie się rozdrabniam.
jest dobrze. i przepięknie dookoła.drogi ukwiecone, kampus też, dni z minuty na minutę dłuższe i pomysłów na co dalej też coraz więcej, i wszystkie rewelacyjne.
jutro francuski + PRANIE+wieczór lin ( wykład o problemach w zachodniej papui nowej guineii), wt -francuski ustnie + teoretycznie debata, na którą nie pojdę, śr: francuski ze słuchu + praca, czw : test lingwistyka + wybory w klubie debatowym ( aaaa być czy nie być w przyszłym roku???), pt: esej: francuski, deadline. coś jeszcze?pewno wypadnie w drodze.
zapraszam na słoneczną północ, gdzie na plaży jest pięknie, na kampusie też, i nawet jak pada to świeci słońce.
no i mamy wreszcie z hari scrabble:))))
niedziela, 27 kwietnia 2008
niedziela, 20 kwietnia 2008
rozświetlona północ
semestru tydzień pierwszy. dawno tylu emocji, wiadomości, rzeczy, formularzy, nowinek i złych i dobrych nie udało mi się zmieścić w 5dniach. pfuuu od poniedziałku do piątku, troszkę za dużo i za mocno. no ale teraz tylko 3 tygodnie semestru i potem sesja. i też będzie i dużo i intensywnie i może nie tak i nie tyle co bym chciała. no i co z tego?
niby tylko kilka dni, a już w poniedziałek nie do końca widziałam czy będę miała siłę brnąć dalej. i dlaczego jak przeszłość to obciążająca, jak ludzie to źli a jak trudności to już doom.
no ale coż, wakacje i regeneracje coraz bliżej.
no i jeszcze nie dam się przekonać że świat dookoła jest zły, okrutny a jak matka kościół to tylko wyrodna.
na północy świeci. jasno przez około 15 godzin dziennie. chłodno i jasno, ciepło i jasno, wietrznie i jasno. rewelacja. więcej wapna w kości się przyda. w tym tygodniu nie pamiętam czy padało, może, ale i tak jest tak jasno i słonecznie, nawet w deszczu.
nie jest to słońce marsylii, wygrzewające jaszczurki na skałach i pomarańcze w ogrodzie, ale słońce odbijające sie w morzu północnym i rozświetlające granit miasta. choć przez chwilę mniej szary.
oprócz szczęśliwego zakończenia semestru i roku, zbudowaniu nowych struktur cathsoc i wypełnieniu wszystkich możliwych formalności kolejnym dużym punktem na liście są kartony.
ich zdobycie, pakowanie,podzielenie, rozdzielenie, przewiezienie i przede wszystkich przechowanie do września. mam 3 ochotników na me dobra, możliwe że nawet samochód do dyspozycji, no jeszcze tylko muszę zdobyć te pudła; )
no i tak dziwnie, taka tymczasowa wyprowadzka, mogę w sumie powiedzieć że teraz tak będzie co rok, a może i częściej.
dzien dobry- to ja i moje kartony:)
niby tylko kilka dni, a już w poniedziałek nie do końca widziałam czy będę miała siłę brnąć dalej. i dlaczego jak przeszłość to obciążająca, jak ludzie to źli a jak trudności to już doom.
no ale coż, wakacje i regeneracje coraz bliżej.
no i jeszcze nie dam się przekonać że świat dookoła jest zły, okrutny a jak matka kościół to tylko wyrodna.
na północy świeci. jasno przez około 15 godzin dziennie. chłodno i jasno, ciepło i jasno, wietrznie i jasno. rewelacja. więcej wapna w kości się przyda. w tym tygodniu nie pamiętam czy padało, może, ale i tak jest tak jasno i słonecznie, nawet w deszczu.
nie jest to słońce marsylii, wygrzewające jaszczurki na skałach i pomarańcze w ogrodzie, ale słońce odbijające sie w morzu północnym i rozświetlające granit miasta. choć przez chwilę mniej szary.
oprócz szczęśliwego zakończenia semestru i roku, zbudowaniu nowych struktur cathsoc i wypełnieniu wszystkich możliwych formalności kolejnym dużym punktem na liście są kartony.
ich zdobycie, pakowanie,podzielenie, rozdzielenie, przewiezienie i przede wszystkich przechowanie do września. mam 3 ochotników na me dobra, możliwe że nawet samochód do dyspozycji, no jeszcze tylko muszę zdobyć te pudła; )
no i tak dziwnie, taka tymczasowa wyprowadzka, mogę w sumie powiedzieć że teraz tak będzie co rok, a może i częściej.
dzien dobry- to ja i moje kartony:)
piątek, 11 kwietnia 2008
skrót warszawski i zimna herbata owocowa
no i po kolejnej przerwie. ostatni weekend przerwy wielkanocnej. pierwszej mojej studenckiej przerwy wielkanocnej, no ale wydaje mi się , że nie ostatniej : )
niby tylko 2 tygodnie w stolicy i niby wakacje ale jak intensywnie jak pełno i jak dobrze.
z początku w tumanach kurzu i atakujących zewsząd papierach i książkach przez jajeczka, mazurki, zakupy, wiosenny weekend w kazimierzu do zapomnianego, przegapionego samolotu i dodatkowego dnia w warszawie. pfuuu sprint.
no ale za dwa miesiące wakacje:)
no ale za jakie dwa miesiące.
tu duch mobilizacji czynu i akcji, plany dalekie odległe, z ideą. w warszawie ciągłe, długie ulice, ulice nocą , dniem, gdy się ściemnia. tylko chodzić chodzić dalej bliżej, znając trasę lub nie i tak bez niczego chodzić tam. tu się mierzy. tu zamierzam i wymierzam. sky is just the beggining.
a co z połączenia mierzonego chodzenia wyjdzie, pokaże przyszłość, na razie mam w oczach słońce i promieniuję. warszawą i marzeniem, no a w cieniu ujawnia się zmarszczka na czole i dziwny nos.
profil niepewny i nieprzyciągający, wcale nie prezydencki, choć tytuł już jest.
nadejdą obowiązki niedługo bo papiery i podpisy już są.
jest też podróż w planach w okolicach końcomajowych. cel : londyn i osoba symbol z dzieciństwa a z nią cały sen i wspomnienia. zobaczymy jak silna jest siła pamięci.
ale do tego czasu daje się stopom prowadzić przed siebie.
niby tylko 2 tygodnie w stolicy i niby wakacje ale jak intensywnie jak pełno i jak dobrze.
z początku w tumanach kurzu i atakujących zewsząd papierach i książkach przez jajeczka, mazurki, zakupy, wiosenny weekend w kazimierzu do zapomnianego, przegapionego samolotu i dodatkowego dnia w warszawie. pfuuu sprint.
no ale za dwa miesiące wakacje:)
no ale za jakie dwa miesiące.
tu duch mobilizacji czynu i akcji, plany dalekie odległe, z ideą. w warszawie ciągłe, długie ulice, ulice nocą , dniem, gdy się ściemnia. tylko chodzić chodzić dalej bliżej, znając trasę lub nie i tak bez niczego chodzić tam. tu się mierzy. tu zamierzam i wymierzam. sky is just the beggining.
a co z połączenia mierzonego chodzenia wyjdzie, pokaże przyszłość, na razie mam w oczach słońce i promieniuję. warszawą i marzeniem, no a w cieniu ujawnia się zmarszczka na czole i dziwny nos.
profil niepewny i nieprzyciągający, wcale nie prezydencki, choć tytuł już jest.
nadejdą obowiązki niedługo bo papiery i podpisy już są.
jest też podróż w planach w okolicach końcomajowych. cel : londyn i osoba symbol z dzieciństwa a z nią cały sen i wspomnienia. zobaczymy jak silna jest siła pamięci.
ale do tego czasu daje się stopom prowadzić przed siebie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)