sobota, 22 września 2007

no to pierwszy tydzień

wlasnie mija pierwszy tydzień mojego szkockiego pobytu. choc minelo tylko 7 dni, tyle sie dzialo ze mam wrazenie bycia tu co najmniej 2 tygodnie. w poniedziałek mam szkolenie komputerowe, a we wtorek zaczynają się już normalne wykłady, konwersatoria chyba są od 1 października. w poniedziałek muszę koniecznie dosutalić daty wykładów z filozofii, bo coś krążą 2 wersje. co jest jednak najważniejsze z tego wszystkiego, to nie daty itp ale że się zacznie Dziać.
i to Dużo.
Rewelacja.
znalazłam ładowarkę do aparatu, zacznę robić zdjęcia. niedługo będą, obiecuję.
Może jest to banalne, ale jest klimat chodzenia po tak starym kampusie, nawet jesli np francuski mam w nowym budynku, oglądania sobie herbu uniwerku to tu to tam czy wchodzeniu do sekretariatu umieszconego w małym zamczysku:)
wiwat żacy!
kończy się tzw "fresher's week " czyli imprezowo pijano dzikie wydanie dni adaptacyjnych.
z licznych nocnych imprez nie zaliczyłam na razie ani jednej. były 2 wyjścia d pubu, spotkanie klubu górskiego, rzeczy oficjalne i nie no i koniec końców zalewający mnie katar i zapchany nos.
to ostatnie to mój upojny piątkowy wieczór. wszystkie inne dziewczyny poszły do kina na film zacyznający sie o 22 ( wraca się koło 1-2 , bo z buta) a ja grzecznie w łóżeczku z herbatką, aspirynką i opisami zajęć.
dziś o 13 jadę ,z znaną już wiernym czytelnikom -Christian Union, na małą wycieczkę po wybrzeżu, a jutro o 830 ruszam na dzień chodzenia i wspinania z klubem górskim. Oczywiście na weekend zapowiadają deszcz. wczoraj jednak wyposażyłam się w nieprzemakalne spodnie.
z rzeczy dziwnych-mewy są wszędzie na kampusie i koło akademików i drą dzioby niesłychanie. specyficzny to odgłos towarzyszący cały dzień, szczególnie gdy nie widać plaży i morza.

wczoraj wieczorem miałam dosyć "specyficzne" interview o pracę jako kelnerka.
po raz kolejny jednak zrozumiałam, że bliższy mi jest kurz bibliotek niż kłanianie się w pas i kajanie za źle ustawioną łyżeczkę.
za dużo jest polaków z małymi ambicjami tutaj.
ludzie myślą że jak jestem polką to za jakąkolwiek pracę ugnę kolana przed Matką Imperium i będę wdzięczna i szczęśliwa za łaskę i wyrozumiałość mi okazaną. za ocalałe życie i bilet do szczęścia.
wybaczcie, takie uczucia mam tylko przed Mater Ecclesia.

mam zadzwonić we wt, żeby się dowiedzieć kiedy i czy będę mogła przyjść na miesiąc (!?) próbny.(oczywiście nic nie było mowy czy tu w ramach wolontariatu czy nie). najlepiej ejszcze żebym mogła pracować w święta, wszystkie przerwy, Nowy Rok, w czasie egzaminów, sesji itp.
jak to się subtelnie wyrażono": żebym nie słyszał, że mam egzaminy i jest jakiś problem i nie mogę przyjść do pracy...." a hwd!
ode mnie i o mnie usłyszą jak zrobię doktorat.

za wieczorny helpdesk chciałabym podziękować mamusi,oli, czekoladowym ciasteczkom, dobrej herbacie i 5nizzy.

to nie jest moja karma.

klub górski ma wyprawy co weekend tak gdzieś do stycznia.
fajnie i nie.
lipnie, bo za pewnie na msze wtedy nie zdąże ( ostatnie jest o 6.30 pm na kampusie) + najtańsza rozrywka to nie jest+ będzie Co nie Co do pisania, bo dostałam grafik deadlinów na eseje.
caroline ( francuzka) która kocha góry, też jest bardzo zapalona i chyba będzie jeździć częściej i jak najwięcej. no ale ona jest erasmusowcem z prawa. to inna bajka.
co środa są treningi na sztucznej lub nie ścianie.
w pt ma być chyba studium nad św tomaszem, jeśli dobrze pamiętam.
msze na kampusie są codziennie, ja nie raz mam zajęcia, ale wartoby się uaktywnić tutaj.
I've seen the light.
Jest Misja i Dzieło przede mną i ojcem dominikaninem.

reszta jakoś przyjdzie.
znalazłam sklep z rowerami. teraz szukam komisu.

i do przodu:)
czekam na wieści od wiernych czytelników.

nadal nie mogę znaleźć i nie wiem co zrobić by głosować za granicą
jakieś pomysły?

muzeum dziękuję za wiarę w inteligentną pracę.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

1. czy można już upublicznić adres blogga?
2. Misja i Dzieło dają wiekopomne zasługi, perfect table setting niekoniecznie

kasiam pisze...

tzw posty proszę podpisywać, chociażby krzyżem.