wtorek, 16 października 2007

wt

szkolenia dzien drugi

jeży się język

w różnych znaczeniach

giętkość.

moja efektywność niewielka.
marzą się dalekie podróże.
na razie oddalam sie w popołudniowych drzemkach.

dziewczyny maja plan ejchania do edynburga na weekdn.
ja sie waham, cyz oby nie jest to branie zbyt wielu aktywnosci i ogolnie nie wime
chyba nie pojade. czas na luz.
i shopping na spokojnie.
oj taak.


wybory jednak nie.
tlumacyzc mi sie nie chce
jednostka a kolektywnosc moze byc jednym
wstret do obczjaania przejazdow drugim

czasem walczy we mnie pijany joyce
i nie raz wstres to too enthusiactic graduates

powinno byc jasne ze umre w kurzu nad wloska kawa czytajac stare manuskrypty i walczac o jasnosc slowa.


obawiam sie jednak ze moj "brand" moze byc zbyt po 2 stornie barykady.


do wloch chcialabym pojechac po kawe i buty. i wino. chyba doroslam by sie upic.
w moich fioletowych butach . i koszmarnie zalewajacej dekadencji.

panstwo wyabacza. nad klawiatura zawsze latwiej o szalenstwo.i strate idealow.

kiedys sie upije. nad klawiatura.

1 komentarz:

Unknown pisze...

każdy za siebie, a Bóg przeciw wszystkim!