piątek, 26 października 2007

nie ma co mówic.

tylko kaszlé i skrzypie.

mialam rano isc na sciane, mam wszystkie rzeczy ze soba.

no i tak je bede miala przez caly dzien bo wzbogacilam moja poranna konwersacje z jedna znajoma 15 min oddawaniem dzwieku wnetrza pluc.

mierzi mnie to ciut.

no ale nie mozna miec wszystkiego
dzis chociaz mam czyste rzeczy bo wczoraj do polnocy bylam w pralni.

piatek.

na reszcie.....

mam andizeje ze moje jednak w sb....

coz...znow poruszam drazliwy temat..let's talk about propriteis i ile mozna wyciagnac z leniwo oslabionego i buntujacego sie cialka.
....

trzeba sie strzec stawiania jakichkolwiek poprzeczek.

Brak komentarzy: