nie ma co mówic.
tylko kaszlé i skrzypie.
mialam rano isc na sciane, mam wszystkie rzeczy ze soba.
no i tak je bede miala przez caly dzien bo wzbogacilam moja poranna konwersacje z jedna znajoma 15 min oddawaniem dzwieku wnetrza pluc.
mierzi mnie to ciut.
no ale nie mozna miec wszystkiego
dzis chociaz mam czyste rzeczy bo wczoraj do polnocy bylam w pralni.
piatek.
na reszcie.....
mam andizeje ze moje jednak w sb....
coz...znow poruszam drazliwy temat..let's talk about propriteis i ile mozna wyciagnac z leniwo oslabionego i buntujacego sie cialka.
....
trzeba sie strzec stawiania jakichkolwiek poprzeczek.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz