niedziela, 16 września 2007

it's raining

no tak. pada.
zakup kaloszy obowiazkowy.

po dosyc nieprzyjemnych, kosztownych, kolejkowo-bagazowych przebojach i czekaniu dotarlam wreszcie na lotnisko aberdeen. wylowiwszy swoj bagaz - co nie bylo ani lekkie ani latwe i szybkie - dolaczynam do grona innych studentow czekajacych na busik do uniwerku.
dobilismy.
klucz odebralam.
znalazlam budynek.
photoshop czyni cuda.
wdrapalm sie na pietro -2
jeszcze raz sie wdrapalm z reszta toreb.
i dotarlam do pokoju.
beauty of simplicity.
slowo klucz wrozumieniu living standards- basic and simple/
drzwi od szafy ciut wypadaja, ale najwazniejsze- ogrzewanie dziala.
jest 6 pokoi, korytarz , 3 umywalki, kuchnia. i na raze tylko ja i taka niemka z ostatniego roku pedagogiki-na wymianie.czekamy na reszte.
wieczorem, dzieki uprzejmosci takich znajomych pojechalam do lidl i sainsbury kupic a) jedzenie b)garnki, talerze itp
ubaw co nie miara. juz moge gotowac ;)
imprezy wieczornej -beer no beer- nie zaliczylam, gdyz caly wieczor uplynal na zmaganiach z nowa bezprzewodowa uniwersytecka siecie,a teraz jeszcze zostalo mi 30 min i otworza help desk, bo oczywiscie , mi samej niewiele wyszlo. gg dziala ale nic poza tym.
sma kampus, chociaz na szybko i w deszczu, jest piekny, stary, i rzeczywiscie klimat zamkow, zakow, whisky i dawnych uniwersytetow. zdjec jeszce nie mam, ale w tym przypadku wyjatkowo te co sa na necie nie klamia.
dzis moze dojde na jakas impreze.
wybaczie koszmarny styl, prostote -wrecz ubostwo litercko-stylistyczne tej relacji, ale jakos mnie zmula deszcz i klimat zaspania niedzielnego.
jestem totlanie glupia. mialam isc na msze na 11. zaszlam ot jakiegos catholic centre, slysze msa sie ma ku koncowi. patrze-oj-zaczela sie o 10. wiec wracam do akadmeika totlanie przemoczona i mysle o 6 wieczorem jest druga. teraz jednak czytam an stronie uniwerku z ebyl takiinformal meeting i msza wlasnie o 11 tylko obok tego gdzie ja bylam .shit. gdyby glupota moga latac....

Brak komentarzy: