w sumie minęły 2 miesiące.
wydarzeń, zadań, spotkań, trudności,zachwytów jednak zdecydowanie na więcej. jest dobrze.
miasto jeszcze nie do końca znane, busy nie rozkminione, wszystkie sklepy też nie, kampusu i biblioteki nie znam w całości na pamięć. będzie więc ciekawie i dalej.
za brak listów, telefonów, mejli, i innnych przepraszam.
klawiatura zaczyna parzyć i zdradzać mnie dla innej. okres harmonii między nami osiągamy tylko wczesnym rankiem, tudzież późną nocą.
wyrażam się. w kółko.
analaitycznie, krytycznie, przekonującą, entuzjastycznie (smile when you dial ! ) , zachęcająco,
wspierająco, z różnych stron i askpektów, logicznie i konkretnie. w cudzym i w moim języku.
choć i tak raczej niepewnie.
nie ma się już ochoty mówić.
miasto, a szczególnie park koło nas, jeszcze jesienno piękny.
robi się ciemno tylko coraz wcześniej.
dzisiaj wyprawa do czegoś typu nasz zus czy urząd skarbowy.
potem wykład.
potem? tu opcji dużo. jakaś herbatka, jakaś ścianka, jakieś salsa night. zobaczymy.
glasgow jednak jutro nie.
trudno.
pojadę następnym razem. ale nie ma co sobie dorzucać na siłę i na wytrzymałość.
przy okazji mam nadzieję wykonać D mission-> kupić i założyć dętke.
warszawianka się kłania..
czas na kolejne uderzenie w 1500 słownego słonia.
szkoda tylko że on taki szary.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz