ok
lokomotywa ruszyła.
po prostej.
bedą zakręty.
jest to jednak co najmniej pociąg pośpieszny
kampus, biblioteka, debaty, kampus, praca, biblioteka, lidl, kampus.
w przerwach jedzenie, mam ktora ratuje dzien, piekne slonce , pierwszy szron, czasem problemy z brzusiem i duzo czytania i pisania.
kaszel juz znikl prawie calkowicie. i mam juz glos swoj wlasny
debaty debaty debaty
wt
czw
wt czw
przygotowanie
the mace
maiden speaker's comp ( me: is it necessary? them : the more you debate the better debater you are. silence. me: ok. sign me up for it)
eseje
tlumaczenia
tluamczenia
eseje
i ksiazki gryzace
mam juz chociaz wybrane prawie wsyztskie tematy esejow.
czas sie gnie w przestrzeni
33 funty starcza na 2 tyg na jedzenie. w opor.
(doliczyc tylko trzeba wode cytrynowa w kiosku kolo wydzialu)
w pracy rewelacja-ludzie super,
atmosfera tez i dzwonic w sumie tez lubie:)))
mam tylko wrazenie ciaglego mowienia.
albo przez telefon albo zza stolu albo przez skypa
to ostatnie z mamusia i babcia:)
usmazylam sobie placki.. ech nie byl to jednak ten sam wypiek co w kraju dzieciństwa:)
no tka tu juz nikt nie ugotuje:)
ogolnie o wsyztskim trzeba myslec
do prlani pojsc na czas, wybvrac dobyr moment na lidla
nie zapomniec rozgrzac piekranika
wyprawa na miasto to wyprawa logistyczna ( jutro mnie czeka)
i tak dookoloa kolorowa tyg plyna i oj ja zdecydowanie sie nie obrazam nie plynie plynie czas. :)
no do swiat mysle:)))
czas spac.
ranki jeszcze jasne
4.15 juz ciemnica na dworze. czyli nadchodzi czas tendencji depresyjnych wrso mlodizezy i koszmarncyh zareniowek.
piszczie, slijcie, dzwoncie!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
duracell, ale koniecznie alkaline.
tu tez potrzebne...
Prześlij komentarz