niedzielnie i po wieeelkiej porcji pysznej chińszczyzny.
w aberdeen pogoda dziwna, wczoraj jeszcze trawa całkowicie zmrożona,szczególnie tam gdzie nie było słońca, a dziś już wiosennie, około 6 stopni, trawa zielona, na niektórych drzewach liście już też zielone.
czasem pada, czasem wieje, ogólnie szarawo, ale czy jako szarawo przed wiosna, czy szarawo by uśpić przed zimą nie wiadomo.
więc nauka. 18 ang, 22 filozofia, potem EDYYYNNNBURG.
wiadomo która pozycja jest bardziej ekscytująca.
aha i właśnie do mojej głowy doszło że 18 to nie czwartek, o czym byłam święcie przekonana.
co do egzaminów to część moich znajomych w ogólnej panice, dziś taka inna kasia się żaliła że sypia po 3 h jeśli w ogóle zasnąć sie jej da ....
ja totalnie spita rumiankiem z wanilią i z miodem odczuwam ciut mniejsze parcie.
a ogólnie to nawet nie chce mi się podchodzić do tych egzaminów, nudnawo się zapowiada, a do tego nie przywykłam.
fakt że normalnie bym miała może troche więcej egzaminów bo by doszedł francuski, no ale jak można się zwolinić to trzeba , i takoż też postąpiłam.
będę musiała wyprodukować 2 eseje na ang, 3 na fil, 2 razy po 2 h i że to rozumiem mierzy wymiar mojego człowieczenstwa, percepcji, zrozumienia.. dobrze że chociaż szybko minie.
no jakoś nie jestem w stanie zapalić się żakowskim wigorem by radośnie krzyknąć : Tak!Egzamin!what a fantastic challenge!let's do it!
staram się zmobilizować do nauki jak najbardziej się da, ale teraz jest weekend i jest ndz, więc przepracowawszy uczciwie do pt, odpuszczam ciut sobie. i nawet rano jeszcze na spacerze byłam, w górę drogą , którą jeszcze nie szłam. wiosennie raz jeszcze.
no właśnie, ja to bym wolała po mieście sobie pochodzić.
akademik jak był tak jest, syf się tylko zmiejsza i zwiększa w kuchni, utrzymując się jednak plus minus na poziomie taniego motelu, gdzie lepiej nie dotykać niż dotknąć a jeśli już to tylko to co trzeba wziąć.
wczoraj jednak nie wytrzymałam i zmyłam stół i blat i sprzątnełam wodę z parapetu i tam też pływające muchy i inne niezidentyfikowane obiekty.
no ale jest dobrze.
nie wiem czy to przez jakieś magiczne zainstalowane wtyczki czy uaktualnienie internet explorera ( normalnie go nigdy nie używam) ale działa mi i msn messeneger i wszytkie stacje radiowe i nawet itvp.
sukces. jeden z niewielu ale taki najbardziej chyba cieszący.
szczególnie ważny wczoraj kiedy to totalnie i całkowicie przejechałam się na pączkach z polskiej cukiernii. miały być pyszne i z dżemem z różą, z tą chyba spotkały się tylko w przelocie i to jeszcze z jakąś różową poślednią formą, i wcale nie były tak smaczne tylko zbyt zapychające i nadrożdżowane. wstyd.la honte.
a dziś ode mnie wszyscy u babci na smażonych specjalnie pączkach.....
a chciałam sobie jakoś nadrobić...
co do potworów ciasteczkowych-> zapasy postaram się uzupełnić na wielkanoc, ale zaręczam że te ciasteczka powinno się jeść i ich natural setting, więc zapraszam :)) miejsce na podłodze na 1 karimatkę się znajdzie.
i prosze pamiętać że w pewnym już wieku warto pomyśleć o cholesterolu, a tam pure sugar i butter.
konająca etyka woła z łóżka.
bez większego płaczu i żalu rozstanę się z nią.
ale teraz jeszcze udajemy że jest nam razem dobrze.
do przyszłego wtorku ( no jeśli nie powróci skruszona na august resit) .grać dalej już nie można. miłość to coś więcej niż przywiązanie i przyzwyczajenie.
brak między nami tego błysku w oku. i o ten błysk i nie przespane z zachwytu noce się rozchodzi.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz