środa, 28 maja 2008

post

no już po wszystkim.
znaczy się sesyjnie.
teraz tylko przeprowadzka..

no ale na chwilę obecną drzemka.

czwartek, 22 maja 2008

Alumni Annual Fund 07-08




część dzwoniącej ekipy podczas niewielkiej sesji zdjęciowej:) wszyscy wyglądamy naturalnie przekonująco i entuzjastycznie. SMILE WHEN YOU DIAL!



dołączone zdjęcia to wczorajszy początek akcji Karton'o8 i moment chwilowego osaczenia.

no nareszcie!

jutro nareszcie pierwszy egzamin, ile można czekać???potem jeszcze środa i po wszystkim!!
z każdym dniem efektywność i motywacja egzaminacyjna coraz niższa, no ale postaram się jeszcze poderwać i coś tam odkrywczego napisać.
zbliża się koniec roku, a więc i Wielkie Pakowanie.
co za radość! oficjalne rozpoczęcie akcji Karton'o8 odbyło się wczoraj spakowaniem 1 kartonu i zakupem 2 rolek mocnej srebnej taśmy. no teraz tylko jeszcze co najmniej 2 tyle, wielkie Pranie, spakowanie naczyń, przemeblowanie pokoju, przewiezienie roweru i kartonów i już! gotowe!
no ale ponieważ na szczeście już 1 czerwca wyjeżdżam z aberdeen, ze wszystkim się uporam do 31 maja.
plan na potem, już pewny: londyn-marsylia-paryż-> warszawa! spotkania po latach, wielkie latanie, wielkie zwiedzanie i zawsze za duży bagaż na marsylisjkie busy i paryskie metro.
witaj przygodo!
wszystko zapowiada się rewelacyjnie i teraz i w warszawie i po i za 3 miesiące! wielki pozytyw:)
no ale i tak jakoś dziwnie będzie zostawić północ na 3miesiące i ludzie się też wszyscy rozjeżdżają. no jakoś tak inaczej..

no właśnie!nareszcie, szczęśliwie i po wielu zmaganiach lin moja dostała wraz z ekipą wizy od rządu indonezyjskiego i jadą na akcję orang-utan'08 na borneo. Chapeaux bas i full wypas!


w piątek mamy crepes&film night, a w środę już pełne, good bye & end of 1st year imprezę między mną i lin;-))) przednia zabawa gwarantowana, choć tak dziwnie będzie nie móc się z nią tak długo skontaktować...no a może listy będą dochodzić do środka lasów i dżungli??

niedziela, 11 maja 2008

w głowie wakacje w grafiku sesja. no ale, nie ma co się przejmować, wakacje zaczynam za 3tygodnie. plan pewny: londyn-paryż. w środku możliwa marsylia, ale jeszcze nie na 100%.
w aberdeen, do teraz, przez ostatni tydzień grzało i świeciło piękne wakacyjne słońce. na kampusie ludzie na trawnikach, schodkach, ławeczkach, dzielnie walczący z groźnymi mewami.

ja za to mam małą zwycięską bitwę z biurokracją. CathSoc jest już 'przyłączone ' do Students' Association. Teraz 'tyko' muszę dokończyć z bankiem ( Pon), napisać kilka słów o nas do przewodnika dla pierwszorocznych ( w miarę szybko i teortycznie inni też mają pomóc), wysłać to mejlem, i jakimś cudem dostarczyć konstytucję biskupowi. to wszystko oczywiście przypada na czas powtórek i sesji, i osobiście wolałabym się wreszcie skupić na siedzeniu , języku i literaturze, no ale widać że raczej mi to mało wyjdzie. brrr. oby początek roku był łagodniejszy. w ramach 'bardzo konstruktywnego' lunchu też nie udało nam się nic powiedzieć i ustalić-thanks, fr james. i know i can count on you. grrrr.

mocny earl grey ratuje go przed moim wydarciem się. ale ile jeszcze ta tarcza ochronna podziała?
grr.

czas na południe. i na święty spokój. chodź i tak będą mnie ścigać mejle, detale i ja będę ścigać ludzi to troszkę inaczej i spokojniej niż tutaj.

no ale nie ma co poświęcać temu zbyt wiele uwagi. zmysły i emocje u mnie znajdą inne wykorzystanie.

czas na Literaturę, Książki i Słowa. i do nich pasję miłośc, niecierpliwość i rosnący, magiczno-tajemniczy szacunek do słowa. teraz mogę poczuć i dotknąć każde zdanie, odkrywać warstwy znaczenia, niepewności. poczuć i zobaczyć przez chwilę rękę trzymającą drżące pióro, gdyż jego moc jest zbyt wielka, i każda plama atramentu tworzy, stwarza i rządzi.
dreszcz emocji pisania i czytania. dreszcz młodego odkrywcy. wzrok wyostrzony, a dotyk wyczuwający różnice w grubości papieru.
ja i książka. mała magia. czas się zanurzyć i zapomnieć jak 'wyżsi' źle wykorzystują papier i język.

magia i czary i tak są moje.
gutenbergowi dziękuję za druk.

poniedziałek, 5 maja 2008

chwila przerwy

na kontynencie dlugi majowy weekend a tu jakgdyby nigy nic normalnie testy, zaliczenia i ogolnie koniec semestru.
w piatek do magicznego plastikowego pudelka wrzucilam ostatni esej o watpliwej jakosci, no ale za to na czas, z grypa na glowie i z kopia elektroniczna.
teraz chwilka oddechu, nie znaczy to jednak ze mam duzo wolnego czasu, tylko ze czas zajety jest mniej szkolnie. zaraz ide po zakupy i bede piec tradycyjna potrawe polska czyli mazurek. mam nadzieje ze uda mi sie z tym uporac szybko i ze bedzie smacznie. pojawia sie tylko pytanie: po co?
no wiec wszyscy co dzis pracuja, a ja naleze to tejze grupy, maja przyniesc potrawy charakterystyczne dla ich kraju pochodzenia. no i stad mazurkowy pomysl. w srode za to , takze z pracy mamy 'a night out' czyli wyjscie na mini golfa z okazji konca semestru a co za tym idzie konca dzwonienie w tym roku akademickim. mini golfa zostawie bez komenatrza. pojde z aparatem ze niby zdjecia robie. wtorek to popoludnie aktywistow, czyli spotkanie z samorzadem. mam nadzieje ze dopadne glupia pania wice przewodniczaca co przez 2 ostatnie tygodnie nie znalazla czasu zeby podsteplowac jedne swistek i przeczytac 3 strony a4 naszej konstytucji.
sroda przedpoludnie to maly aktywista c.d i spotkanie z zarzadem CathSoc i ustalanie eventow i innych rzeczy na fresher's week. czwartek wieczorem spotkanie towarzyskie. piatek- mam nadzieje ze wreszcie spokoj i poczatek powtorek. w tym tyg tez niby mam plan cos czytac itp , no ale i tak wiem ze nic nie zrobie. no, moze dokoncze mausa. polecam wszystkim -art spiegelman, maus ( chyba nie przetlumaczone na polski).
o zapomnialam dodac, ze we wt to tesz ostatnia debata i teaoretycznie wyjscie do chinczyka ,z ktorego mam ochote sie wymigac.
no wiec jak widac sie dzieje.
juz prawie mam kupione bilety do londynu i paryza, przynajmniej wiem za ile i ile ( bo przemierzam ten dystans busem), no ale jeszcze czekam na kilka odpowiedzi i domowien.
pogoda piekna, grypa ciut lzejsza, choc i tak glowe mam ciutek zmulona. co pewnien cas chyba tez temperature mam, no ale ze nie udaje mi sie mierzyc jej elektronicznym termometrem ( przerasta mnie to znacznie) udaje ze nic sie nie dzieje.
ha! i mam tez kolejna nowa detke i opone! na razie tylko jedna, tylna opone wymienie we wrzesniu. poznaje tez duzo 'zielonych' ludzi, z ktorymi nie raz sie lepiej dogaduje niz z tutejsza grupa konserwatywokatolicka. ogolnie jest smiesznie, czekamy z hari jak dojdzie poczta 1 sezon gilmore girls, bo moj komputer nie czyta dvd wiec zawsze ogladamy razem, a ona w przyszlym tygodniu jedzie do newcastle wiec przydaloby sie juz teraz zaczac :-)
no to w skrocie tyle. a i wczoraj z lin pierwszy raz w zyciu sadzilysmy warzywa u niej w ogrodku i czekamy na marchewke salate i rzodkiewki, oby cos wykielkowalo:-))))

niedziela, 4 maja 2008

Wiwat maj 3 maj!

Wiwat Konstytucja! Wiwat mama!!
STO LAT STO LAT!!