niedziela, 20 kwietnia 2008

rozświetlona północ

semestru tydzień pierwszy. dawno tylu emocji, wiadomości, rzeczy, formularzy, nowinek i złych i dobrych nie udało mi się zmieścić w 5dniach. pfuuu od poniedziałku do piątku, troszkę za dużo i za mocno. no ale teraz tylko 3 tygodnie semestru i potem sesja. i też będzie i dużo i intensywnie i może nie tak i nie tyle co bym chciała. no i co z tego?
niby tylko kilka dni, a już w poniedziałek nie do końca widziałam czy będę miała siłę brnąć dalej. i dlaczego jak przeszłość to obciążająca, jak ludzie to źli a jak trudności to już doom.
no ale coż, wakacje i regeneracje coraz bliżej.
no i jeszcze nie dam się przekonać że świat dookoła jest zły, okrutny a jak matka kościół to tylko wyrodna.

na północy świeci. jasno przez około 15 godzin dziennie. chłodno i jasno, ciepło i jasno, wietrznie i jasno. rewelacja. więcej wapna w kości się przyda. w tym tygodniu nie pamiętam czy padało, może, ale i tak jest tak jasno i słonecznie, nawet w deszczu.
nie jest to słońce marsylii, wygrzewające jaszczurki na skałach i pomarańcze w ogrodzie, ale słońce odbijające sie w morzu północnym i rozświetlające granit miasta. choć przez chwilę mniej szary.

oprócz szczęśliwego zakończenia semestru i roku, zbudowaniu nowych struktur cathsoc i wypełnieniu wszystkich możliwych formalności kolejnym dużym punktem na liście są kartony.
ich zdobycie, pakowanie,podzielenie, rozdzielenie, przewiezienie i przede wszystkich przechowanie do września. mam 3 ochotników na me dobra, możliwe że nawet samochód do dyspozycji, no jeszcze tylko muszę zdobyć te pudła; )

no i tak dziwnie, taka tymczasowa wyprowadzka, mogę w sumie powiedzieć że teraz tak będzie co rok, a może i częściej.
dzien dobry- to ja i moje kartony:)

Brak komentarzy: