tydzien 6, sroda.
bilans sprintu: na razie do przodu.troszke pod gorke i z kamyczkami, ale w takim przypadku dobre ruchy i buty to podstawa.
czytanie, gloskowanie, okreslanie, wyjasnianie, pisanie i duuzo kataru i herbaty.
z rzeczy zadziwiajacych: zmiany pogody w ciagu kilkunastu godzin
wczoraj o godzinie 730 wszystko bylo snieznobiale, przykryte radosna warstewka sniegu i z odpowiednim morzkiem. o godzinie 11 sladu juz po niczymm nie bylo, trawa zielona jak dawnij, slonce. godz 13 i w dol wiaaatttrrrr mniej lub bardziej mrozacy.
co dalej nie wiadomo na razie chlodnawo ale bez sniegu.
mieszkanko w trakcie zalatwiania, juz zdecydowanie blizej niz dalej.
do wtorku wszystko powinno byc juz jasne i wyjasnione.
mnostwo czytania sie naklada, i niby wszystko ten sam priorytet.
trzeba tylko zmienic pytanie. nie kiedy mam czas ale na kiedy trzeba. reszta kwestia ugody z Doba.
zajecia mniej lub bardziej trzymaja poziom,szczegolnie jesli chodzi o cwiczenia, bo juz nudnawo miec dialog z prowadzacym , co powien czas urozmaicony jakims przytaknieciem i przeczytaniem madrych terminow z wykladu. no ale jest dobrze. tylko ciut wiekszy pogrom z gramatyki i z tlumaczen z francuskiego. no ale coz zrobic. moze jeszcze uda mi sie wybronic przed zdawaniem egzaminu. ah ah ah stayin' aliveeeeee
i bioderka stayin aaaaliiveeee
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz